🎽 Homilia Abpa Jędraszewskiego Tekst
Abp Marek Jędraszewski przewodniczył 3 maja mszy świętej w łódzkiej katedrze w uroczystość NMP Królowej Polski. Metropolita łódzki wygłosił także homilię.
Abp Marek Jędraszewski przewodniczył 8 września mszy świętej w 2. rocznicę swojego ingresu do łódzkiej katedry. Razem z nim modlili się m.in. abp senior Wład
Stream Homilia abpa Henryka Hosera by AP on desktop and mobile. Play over 320 million tracks for free on SoundCloud.
Marsz dla Jezusa przeszedł w Niedzielę Palmową ulicą Piotrkowską sprzed pomnika św. Faustyny Kowalskiej do katedry. Tam abp Marek Jędraszewski odprawił mszę
Homilia abpa Henryka Muszyńskiego wygłoszona w toruńskiej katedrze podczas Mszy św. w intencji województwa kujawsko-pomorskiego. Msza św. rozpoczęła uroczyst
Około 250 dzieci wzięło udział 1 maja w IV Warsztatach dla Młodych "Boży Przyjaciele. Pod okiem członków zespołu "Mocni w Duchu" maluchy uczyły się śpiewu, t
Występ uczniów Szkoły Podstawowej nr 202 im. Jana Pawła II w Łodzi-Nowosolnej uświetnił tegoroczne spotkanie opłatkowe nauczycieli i wychowawców z abpem Mark
"Jakże w tym momencie nie upomnieć się o przywrócenie właściwej rangi nauczania historii w naszych szkołach" - mówił 11 listopada abp Marek Jędraszewski. Met
Homilia ks. abp. Marka Jędraszewskiego wygłoszona podczas odsłonięcia Pomnika Smoleńskiego w Łodzi. www.youtube.com/watch
Homilia abpa Eugeniusza Popowicza w parafii greckokatolickiej w Łodzi Eugeniusz Popowicz Українська Греко-Католицька Парафія Стрітення Господнього в
Sprawom ludzkiego sumienia poświęcił znaczną część czwartkowej homilii arcybiskup Marek Jędraszewski. Metropolita łódzki odprawił 20 marca mszę świętą i wygł
W kazaniu na mszy św. w Krakowie, abp Jędraszewski użył słów pogardliwych, wobec gejów. Znalazł jednak swoich obrońców. Broni go prezydent D
elT9kAA. Mówiłem w homilii o ideologii LGBT, a nie o ludziach. Kościół nie potępia ludzi - Kościół potępia zło. Nie wzywałem w homilii ani do walki, ani do nienawiści - powiedział w czwartek abp Marek Jędraszewski w Radiu Maryja. Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego - poinformował PAP w czwartek Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Złożył je Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego dotyczy słów metropolity, wypowiedzialnych w czwartek, 1 sierpnia w bazylice Mariackiej w Krakowie. Podczas kazania, wygłoszonego w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego abp Jędraszewski podkreślił, że to z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska. "Trzeba było długo na nią czekać (...) Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa" - powiedział. Jędraszewski odniósł się w czwartek w Radiu Maryja do środowej wypowiedzi lidera Wiosny Roberta Biedronia w Polsat News, który komentował homilię metropolity. "Marzę o tym, by spotkać się z arcybiskupem Jędraszewskim. Żeby powiedział mi prosto w twarz, że jestem tęczową zarazą" - powiedział. Według niego, niektórzy polscy hierarchowie w prowadzeniu nagonki na osoby LGBT "przekroczyli wszelkie granice". Zapewnił, że w czwartek osobiście poprosi o spotkanie za arcybiskupem. "Tego oczywiście nie powiem, dlatego że ja mówiłem o ideologii, a nie o ludziach tę ideologię głoszących. Tutaj trzeba te dwie rzeczy bardzo wyraźnie odróżnić. Bo była ideologia bolszewicka, marksistowska i poszczególni komuniści, którzy za tą ideologią szli. (...) I to jest historia ludzi. A Kościół ludzi nie potępia, potępia zło - także zło, które przyjmuje kształt określonej ideologii - podkreślił hierarcha. Jędraszewski skomentował także artykuł "Tygodnika Powszechnego", opublikowany w zeszły piątek na portalu gazety. "Przesłanie kazania, które 1 sierpnia wygłosił abp Marek Jędraszewski, jest przeciwne nauce Jezusa. Metropolita krakowski wezwał do walki nie z własnym grzechem, lecz z innymi ludźmi" - napisano. "Ja przecież nie wzywałem ani do walki, ani do nienawiści z ludźmi. To jest nieprawda" - podkreślił metropolita. "To pokazuje, jak pewne środowiska w imię swoistego zaślepienia potrafią manipulować oczywistą prawdą, oczywistymi faktami" - ocenił. Dodał, że ma prawo oczekiwać sprostowania i przeprosin. Słowa abp. Jędraszewskiego wygłoszone 1 sierpnia w homilii komentowano w przestrzeni publicznej. Odniósł się do nich prezydent Andrzej Duda, który w piątek w rozmowie z Polsat News powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż metropolita "ma ogromny szacunek do człowieka". "Zresztą chyba nikt w to nie wątpi" - zaznaczył prezydent. Według niego hierarcha mówił w czwartek "o pewnym ideologicznym starciu". "I rzeczywiście ze swojego punktu widzenia - filozofa opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany" - powiedział Duda. Powtórzył, że w słowach abpa Jędraszewskiego chodziło o "ideologię, a nie o ludzi". Duchownego krytykowali z kolei politycy opozycji. Lider Wiosny Robert Biedroń, w związku z atakami na uczestników I Marszu Równości w Białymstoku, napisał list do papieża Franciszka, w którym przekazał "wyrazy głębokiego zaniepokojenia faktem, że przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce gloryfikują stosowanie przemocy". Nawiązał w nim także do słów abp. Jędraszewskiego. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Kazanie zostało wygłoszone w czwartek w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Apb. Jędraszewski powiedział w nim, że z "powstańczych mogił narodziła się wolna Polska, choć na jej narodzenie trzeba było czekać bardzo długo" oraz że "trzeba było długo na nią czekać. Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa". Słowa te spotkały się z ostrą krytyką niektórych środowisk. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych poinformował, że złożył do prokuratury "zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez arcybiskupa". W poniedziałek wieczorem Radio Maryja poinformowało na Twitterze o komunikacie z ostrzeżeniem, jaki dostało od administracji YouTube w sprawie wideo z homilią abp. Jędraszewskiego. W komunikacie tym przekazano, że film "został usunięty, ponieważ narusza zasady dotyczące szerzenia nienawiści". Czytaj więcej: Arcybiskup Jędraszewski o "tęczowej" zarazie w przemówieniu na rocznicę Powstania Warszawskiego Radio Maryja na YouTube otrzymał ostrzeżenie za zamieszczenie homilii ks. abp. Marka Jędraszewskiego. Zarzut, a jakże - "szerzenie nienawiści" - przekazało na Twitterze Radio Maryja. – Uważam, że ks. abp Jędraszewski żadnej nienawiści nie szerzy. Wręcz odwrotnie – ks. abp Jędraszewski ma prawo jako hierarcha Kościoła katolickiego w Polsce wyrażać jasne stanowisko, jakie ma Kościół katolicki w kwestiach chociażby promocji LGBT - mówił, jak podaje "Radio Maryja", Andruszkiewicz. - My oczywiście jako Ministerstwo Cyfryzacji jesteśmy za wolnością słowa w Polsce, za pełną wolnością słowa w Polsce i każdy tego typu przypadek będziemy bardzo dogłębnie analizować. Jesteśmy w stałym kontakcie zarówno z Google, jak i z serwisem YouTube i chcemy te kwestie wyjaśniać, dlatego że nigdy się nie zgodzimy na to, że w Polsce funkcjonowała cenzura prewencyjna – dodał. Czytaj więcej: List do abpa Jędraszewskiego: czy łudzi się Pan, że Pański Kościół wygra walkę z samym Bogiem? Oburzenie na decyzję administracji YouTube wobec kanału Radia Maryja wyraziło też Centrum Monitoringu Wolności Prasy działające przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich "Jest to skandaliczne naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa" - napisało CMWP. W oświadczeniu zamieszczonym na stronie CMWP SDP można też przeczytać, że "wyjątkowo skandaliczne jest przy tym to, iż cenzura wypowiedzi dotyka zarówno jednej z najważniejszych osób w polskim Kościele katolickim, jak i najpopularniejsze i największe media katolickie w Polsce" - oceniła organizacja. We wtorek popołudniu do sprawy odniosła się szefowa działu polityki publicznej i relacji rządowych Google’a – właściciela platformy YouTube - Maria Poślad. "Rzadko podejmujemy decyzję o blokadzie, która jest błędna. Jeśli tak się stanie, po weryfikacji przywracamy treści. Oceniając je, bierzemy pod uwagę kontekst, np. to, czy materiał ma wartość dokumentalną lub wypełnia przesłanki interesu publicznego. Dlatego wideo wróciło na YT" - napisała na Twitterze Poślad. Film znów jest dostępny na kanale Radia Maryja. (br)
– Wkraczając w nowy rok nasza życiowa wędrówka do domu Ojca zmniejszyła się o całą przestrzeń czasu mierzoną upływem 365 dni. Świadomość tego faktu powinna budzić w nas, z jednej strony, poczucie radości, a z drugiej jeszcze większe poczucie odpowiedzialności za dany nam przez Boga czas – mówił abp Marek Jędraszewski w czasie porannej Mszy św. sprawowanej w kaplicy klasztornej Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach w Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, 1 stycznia 2022 r., transmitowanej przez TVP1. #abpMarekJędrszewski o odpowiedzialności za dany przez Boga czas ⏳⤵️@RadioMaryja @rwatykanskie @NMalopolska — Archidiecezja Krakowska (@ArchKrakowska) January 1, 2022 ♥ Potrzebujesz modlitwy? Dodaj osobistą > intencję lub wspieraj innych modlitwą i postem! Wiara mnoży się przez dzielenie! Podziel się > swoim świadectwem – pomóż innym zbliżyć się do Boga! Zobacz też: • Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi w Watykanie – Homilia papieża Franciszka i modlitwa Anioł Pański • Dobra Nowina: Dwoje słuchaczy – Rozważanie na Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Rok C • Wylosuj Patrona dla siebie na rok 2022! • Orędzie papieża Franciszka na 55. Światowy Dzień Pokoju – 1 stycznia 2022 roku Zobacz fotorelację Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej: Publikujemy pełny tekst homilii abpa Marka Jędraszewskiego: “Mijają już pierwsze godziny Nowego 2022 Roku. Wczoraj był jeszcze Stary Rok. Choć dzień dzisiejszy w swej istocie nie będzie się zasadniczo różnił od wczorajszego – ponieważ tak samo wzejdzie za chwilę słońce i tak samo za kilka godzin znowu ono zajdzie – to jednak mamy świadomość pewnego przełomu, jaki dokonał się w naszym życiu. Dla jednych będzie oznaczał on tak bardzo upragnione, pełne radości przybliżanie się do pełnoletności, dla innych będzie się wiązał z kolejną wielce znaczącą daną związaną z naszym peselem, wskazującą na nieubłagalne przemijanie. Nie pomogą tutaj żadne zaklęcia i przekonywanie siebie, że w istocie nic się przecież nie zmieniło. Zmieniło się. Jesteśmy starsi o cały rok. W tej sytuacji otwierają się przed nami dwie możliwości. Możemy więc najpierw z ogromnym przygnębieniem powtarzać za jednym z mistrzów dwudziestowiecznego ateistycznego egzystencjalizmu, że „absurdem jest to, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy”. Możemy jednak na fakt wkroczenia w nowy rok spojrzeć zupełnie inaczej: oto nasza życiowa wędrówka do domu Ojca zmniejszyła się o całą tę przestrzeń czasu, mierzoną upływem 365 dni. Świadomość tego faktu powinna budzić w nas, z jednej strony, poczucie radości, a z drugiej jeszcze większe poczucie odpowiedzialności za dany nam przez Boga czas. Z ogromną przenikliwością i mądrością pisał o tym św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: „Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień. (…) Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 13, 11-13a. 14a). To wezwanie do przyobleczenia się w Pana Jezusa miało dla św. Pawła bardzo konkretne znaczenie, ponieważ chodziło mu o to, aby chrześcijanie w swoim codziennym życiu urzeczywistniali prawdziwą miłość bliźniego, na wzór samego Chrystusa, który „do końca nas umiłował” (por. J 13, 1). Dlatego też Apostoł narodów pisał: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 8. 10). W dzisiejszej noworocznej liturgii Kościoła te słowa nabierają szczególnego znaczenia. Tego dnia bowiem, 1 stycznia, dokładnie osiem dni po uroczystości Narodzenia Pańskiego, wspomina się i świętuje to, o czym przed chwilą słyszeliśmy w Ewangelii św. Łukasza: „Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki]” (Łk 2, 21). W ten sposób, dopełniając tego obrzędu, zarówno Maryja, jak i Józef spełnili polecenie Archanioła Gabriela, który obydwojgu, choć w różnym czasie, przekazał ten sam nakaz: „nadasz [Mu] imię Jezus” (por. Łk 1, 31; Mt 1, 21). Imię Jezus znaczy: „Jahwe-Bóg jest zbawieniem”. To zbawienie dokonało się za cenę podwójnej kenozy, czyli ogołocenia i wyniszczenia się Syna Bożego: najpierw gdy przyjął On ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem, a następnie gdy umarł hańbiącą śmiercią na krzyżu. Swój hymn o tym niesłychanym poniżeniu się Syna Bożego, które miało na celu nasze zbawienie, św. Paweł zakończył wspaniałym wyznaniem: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11). W ten sposób „zbawienie”, o którym św. Paweł pisał, że „jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” (por. Rz 13, 12), przyjmuje dla nas bardzo określony kształt: oddając cześć i najwyższy hołd Jezusowi, zginając zatem przed Nim nasze kolana, mamy oddawać chwałę samemu Bogu Ojcu, to znaczy miłować Go całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (por. Mt 22, 37). Nasza miłość wobec Boga Ojca musi być, z jednej strony, pełna dziecięcej ufności, a z drugiej strony powinna mieć na uwadze to, że wszyscy ludzie są Jego dziećmi, zwłaszcza ci, którzy poprzez swoje powołanie i pracę w sposób szczególny poświęcają się dla innych. Wielu takich jest pośród i wokół nas: którzy w szpitalach i domach służą chorym, którzy strzegą naszych granic, którzy czuwają nad naszym bezpieczeństwem, którzy są prawdziwie zatroskani o ocalenie i pogłębianie naszej narodowej tożsamości budowanej na chrześcijańskich fundamentach, którzy zamknięci w klasztorach modlą się za nas. U progu Nowego Roku myśląc z wdzięcznością o każdym z nich z osobna, z najszczerszym uczuciem i wewnętrznym przekonaniem wypowiadajmy więc słowa starożytnego błogosławieństwa, które Bóg Ojciec przekazał Mojżeszowi, aby było wypowiadane z pokolenia na pokolenie nad wszystkimi Jego dziećmi: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6, 24-26). Amen” Posłuchaj homilii abpa Marka Jędraszewskiego: Info, foto i audio —> Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej: Abp Marek Jędraszewski w Łagiewnikach o odpowiedzialności za dany przez Boga czas Dołącz do Get Mercy – dziel się dobrem, wspieraj innych modlitwą i postem: Polecamy —> Słowo na dziś: Ewangelia z komentarzem + inspiracja
Opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 · aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 Dział: Kościół Kościół opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 261130 „Dziś idę walczyć – Mamo!/ Może nie wrócę więcej,/ Może mi przyjdzie polec tak samo/ Jak, tyle, tyle tysięcy/ Poległo polskich żołnierzy/ Za Wolność naszą i sprawę,/ Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę/ I w świętość naszej sprawy/ Dziś idę walczyć – Mamo kochana, /Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,/ Serce mam w piersi rozkołatane,/ Serce mi dziś tak cudnie gra./ To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku /I śmiać się śmierci prosto w twarz,/ A potem zmierzyć – i prać – bez lęku/ Za kraj! Za honor nasz! /Dziś idę walczyć – Mamo!”. Kiedy Jan Nowak-Jeziorański w 1944 roku przybył do Warszawy, aby przekazać dowództwu AK, iż nie ma co się łudzić odnośnie do pomocy z Zachodu i że jakiekolwiek powstanie zbrojne nie ma sensu, szybko zrozumiał, iż jest ono po prostu nieuniknione. Taka była, z jednej strony, niszczycielska moc hitlerowskiej pogardy i terroru, i taka była, z drugiej strony, ogromna determinacja Polaków, zwłaszcza młodych, by choć na krótko doświadczyć błogosławieństwa wolności. Wiersz Dziś idę walczyć – Mamo! był swoistym Credo pokolenia ówczesnych dwudziestolatków. Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek” poszedł walczyć, a wraz z nim tysiące członków AK, we wtorek, 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybiła „Godzina W”. Powstanie miało trwać zaledwie kilka dni – a trwało długich dni 63. Każdy z nich był czasem heroizmu i bezprzykładnego bohaterstwa. 4 sierpnia, pośród gradu niemieckich kul, „Ziutek” ułożył tekst pieśni Pałacyk Michla, który szybko stał się hymnem Powstania Warszawskiego. Na przekór dramatycznych sytuacji, budził optymizm wszędzie tam, gdzie go wtedy nucono: na barykadach, w piwnicach, w polowych szpitalach, na podwórkach. „Każdy z chłopaków chce być ranny,/ sanitariuszki morowe panny./ A gdy cię trafi kula jaka,/ poprosisz pannę, da ci buziaka w nos!/ Hej! Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch,/ pracując za dwóch!/ Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch/ jak stal!”. Z czasem, gdy liczba ofiar pośród powstańców i ludności cywilnej, jak również rozmiar materialnych strat Warszawy przerażająco rosły, a pomoc z Zachodu rzeczywiście nie nadchodziła, optymizm powoli słabł. Najbardziej wszakże bolał cynizm wojsk radzieckich, które na rozkaz Stalina stanęły na linii Wisły, biernie patrząc z daleka na łuny ognia i dymu unoszące się nad miastem. Stalin nie chciał widzieć wolnej Warszawy w roku 1920 podczas wojny bolszewickiej, ani tym bardziej nie chciał być witanym w roku 1944 – w wyniku szczęśliwie przeprowadzonej przez AK akcji „Burza” – przez wolnych gospodarzy stolicy Polski. Dlatego też zatrzymał ofensywę swych armii. Wolał, aby w dziele niszczenia Warszawy i Polski wyręczył go Hitler. 29 sierpnia 1944 roku bard Powstania, „Ziutek” Józef Andrzej Szczepański, napisał wiersz Czerwona zaraza. Trzy dni później, 1 września, podczas ewakuacji powstańczych oddziałów ze Starówki został ciężko ranny. Koledzy go nie zostawili. Kanałami przenieśli do Śródmieścia, gdzie 10 września zmarł w szpitalu przy ul. Marszałkowskiej. Pozostał jednak jego wiersz, pełen bólu a równocześnie powstańczej godności: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci, byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci, była zbawieniem witanym z odrazą. (…) Miesiąc już mija od Powstania chwili, łudzisz nas dział swoich łomotem, wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili. Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy, dla naszych rannych – mamy ich tysiące, i dzieci są tu i matki karmiące, i po piwnicach zaraza się szerzy. Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz, ty się nas boisz, i my wiemy o tym. Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem, naszej zagłady pod Warszawą czekasz. Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać, możesz nam pomóc, możesz nas wybawić lub czekać dalej i śmierci zostawić… śmierć nie jest straszna, umiemy umierać. Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły Nowa się Polska – zwycięska narodzi. I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić czerwony władco rozbestwionej siły”. Powstanie Warszawskie było największym zrywem wolnościowym w historii drugiej wojny światowej. Poległo w nim około powstańców i około ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych. Po jego upadku około ludności cywilnej udało się z Warszawy do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do przymusowej pracy w Niemczech, około do obozów koncentracyjnych. Ze względu na ogrom strat osobowych, a także bezmiar zniszczeń materialnych dokonywanych przez Niemców także po jego upadku, od samego początku Powstanie było różnie komentowane i oceniane. Niekiedy wyrażano wykluczające się wręcz opinie: jednym jawiło się ono jako heroiczny zryw, przez drugich jako przejaw politycznej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności. Niejednokrotnie nie brano pod uwagę tego, czego w 1944 roku doświadczył Jan Nowak-Jeziorański. Częstokroć przy ferowaniu wyroków brano całkowicie w nawias wydźwięk moralny tego dramatycznego wydarzenia. Tymczasem – jak mówił Jan Paweł II na forum UNESCO w 1980 roku – „istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek” (tamże, n. 14). Przy tym dodawał: „nie ulega też wątpliwości, że pierwszym i podstawowym wymiarem kultury jest zdrowa moralność: kultura moralna” (tamże, n. 12). Inaczej mówiąc, nie ma kultury bez moralności, jak nie ma moralności bez prawdy – zarówno historycznej, jak i antropologicznej. Powstania Warszawskiego nie można uczciwie ocenić bez uwzględnienia wymiaru moralnego, który od samego początku dogłębnie go przenikał. Podobnie jak nie możemy – po tylu już latach – nie patrzeć na Powstanie jako wielkie zobowiązanie moralne, które spoczywa na kolejnych pokoleniach Polaków, aby strzec tego, co najważniejsze w życiu poszczególnych ludzi i całego naszego narodu. Patrząc na wydarzenia ostatnich tygodni i dni, z bólem trzeba nam, niestety, stwierdzić, że pewne osoby, które z demokratycznego mandatu aktualnie sprawują władzę w naszym Kraju, tego moralnego zobowiązania albo nie dostrzegają, albo je w pełni świadomie lekceważą. W dniu 8 lipca tego roku prezydent RP włączył się w niemieckie obchody poświęcone uczczeniu wspomnianego wcześniej płk. Klausa von Stauffenberga. To prawda, był on sprawcą, nieudanego zresztą, zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku, ale przecież nie wyrzekł się wtedy swych poglądów na temat Polaków i ciągle domagał się, aby po zakończeniu drugiej wojny światowej granice wschodnie Niemiec były dokładnie takie same, jak granice z czasów zaborów, sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej. W naszym powszechnym odczuciu, zrównanie przez prezydenta RP „polskiego zrywu niepodległościowego 1 sierpnia 1944 roku” z niemiecką „tradycją zamachu na Hitlera” uwłacza pamięci tych, którzy mieli dość traktowania siebie jako „podludzi” i którzy właśnie dlatego chcieli „śmiać się śmierci prosto w twarz”, a potem ze Stenów „prać bez lęku” w „aryjskich nadludzi” – „za kraj, za honor nasz!”. Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja „anty-przemocowa” i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło. W 1980 roku na forum UNESCO Jan Paweł II przestrzegał przed taką formą alienacji człowieka, która polega na tym, że przyzwyczaja się on do tego, iż „jest przedmiotem wielorakiej manipulacji”: ideologicznej, politycznej, medialnej, ekonomicznej. Dotyczy to zwłaszcza sfery ludzkiego życia, jego godności i jego poszanowania. Celem tej manipulacji jest odebranie człowiekowi jego podmiotowości i „nauczenia” go życia jako także swoistej manipulacji samym sobą. Jak mówił Papież, zwłaszcza społeczeństwa „o najwyższej cywilizacji technicznej (…) stoją wobec swoistego kryzysu człowieka, polegającego na rosnącym braku zaufania do własnego człowieczeństwa, do samego sensu bycia człowiekiem, do płynącej z tego afirmacji i radości, która jest twórcza. Cywilizacja współczesna stara się narzucić człowiekowi szereg pozornych imperatywów, które jej rzecznicy uzasadniają prawem rozwoju i postępu. (…) W tym wszystkim wyraża się pośrednio wielka systematyczna rezygnacja z tej zdrowej ambicji, jaką jest ambicja bycia człowiekiem. Nie łudźmy się, że system zbudowany na fundamentach tych fałszywych imperatywów, system takich podstawowych rezygnacji, może tworzyć przyszłość człowieka i przyszłość kultury” (tamże, n. 13). W świetle tych papieskich stwierdzeń, nie ulega żadnych wątpliwości: powstańcy warszawscy nie rezygnowali z prawdy o swoim człowieczeństwie i nie chcieli budować przyszłości Polski na fałszywych imperatywach. Odnosząc natomiast przemówienie Jana Pawła II do wspomnianych ustaw, trzeba uznać je jako jedno wielkie kłamstwo o człowieku, jako poważny błąd antropologiczny, wynikający z odrzucenia klasycznej prawdy o człowieku na rzecz współczesnych, skrajnych, lewackich ideologii. Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem Czerwona zaraza, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza. Dlatego też z całą powagą musimy zadać sobie szereg pytań, inspirowanych utworem bohaterskiego „Ziutka”: Ilu z nas widzi w tej zarazie zbawienie dla siebie, a ilu „wita ją z odrazą”? Ilu z nas wie, jak „znowu będzie strasznie potem i powie sobie, że znów z nas zakpili”? Ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażający w skutkach jest jej zamiar, „byśmy legli tu wszyscy pokotem”? Ilu jeszcze naprawdę wierzy, że „nowa zwycięska Polska [mimo wszystko] się narodzi”? Patrząc na medialną przemoc stosowaną wobec nas i na powszechny głos tak zwanych „autorytetów”, można niekiedy zwątpić w dobrą przyszłość naszego narodu. Pozostaje nam jednak ostateczny fundament – wiara w Boga, który jest Panem dziejów i historii. Naszą refleksję zakończmy więc wierszem księdza Tadeusza Burzyńskiego, który zginął dokładnie 71 lat temu, 1 sierpnia 1944 roku, dosłownie w pierwszej godzinie Powstania Warszawskiego, gdy szedł z posługą kapłańską do rannych powstańców, i którego relikwie od roku spoczywają w naszej łódzkiej Katedrze – wierszem Bezsilny ból: „Wzlecę na skrzydłach w tę dal wysoką/ wzlecę w te błędne, niezmierzone strony/ w zawrotny bezmiar, gdzie mi wskaże oko/ gdzie bytu zagadka – Ten Nieskończony./ Wiara i miłość skrzydłami mi będą/ w locie do słońca, w niebieskie przestworze/ przemierzę przestrzeń w szalonym zapędzie/ przed Tobą padnę, wiekuisty Boże”. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my…”. Fot. Piotr Drzewiecki Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu. „Dziś idę walczyć – Mamo!/ Może nie wrócę więcej,/ Może mi przyjdzie polec tak samo/ Jak, tyle, tyle tysięcy/ Poległo polskich żołnierzy/ Za Wolność naszą i sprawę,/ Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę/ I w świętość naszej sprawy/ Dziś idę walczyć – Mamo kochana, /Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,/ Serce mam w piersi rozkołatane,/ Serce mi dziś tak cudnie gra./ To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku /I śmiać się śmierci prosto w twarz,/ A potem zmierzyć – i prać – bez lęku/ Za kraj! Za honor nasz! /Dziś idę walczyć – Mamo!”. Kiedy Jan Nowak-Jeziorański w 1944 roku przybył do Warszawy, aby przekazać dowództwu AK, iż nie ma co się łudzić odnośnie do pomocy z Zachodu i że jakiekolwiek powstanie zbrojne nie ma sensu, szybko zrozumiał, iż jest ono po prostu nieuniknione. Taka była, z jednej strony, niszczycielska moc hitlerowskiej pogardy i terroru, i taka była, z drugiej strony, ogromna determinacja Polaków, zwłaszcza młodych, by choć na krótko doświadczyć błogosławieństwa wolności. Wiersz Dziś idę walczyć – Mamo! był swoistym Credo pokolenia ówczesnych dwudziestolatków. Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek” poszedł walczyć, a wraz z nim tysiące członków AK, we wtorek, 1 sierpnia 1944 roku, gdy wybiła „Godzina W”. Powstanie miało trwać zaledwie kilka dni – a trwało długich dni 63. Każdy z nich był czasem heroizmu i bezprzykładnego bohaterstwa. 4 sierpnia, pośród gradu niemieckich kul, „Ziutek” ułożył tekst pieśni Pałacyk Michla, który szybko stał się hymnem Powstania Warszawskiego. Na przekór dramatycznych sytuacji, budził optymizm wszędzie tam, gdzie go wtedy nucono: na barykadach, w piwnicach, w polowych szpitalach, na podwórkach. „Każdy z chłopaków chce być ranny,/ sanitariuszki morowe panny./ A gdy cię trafi kula jaka,/ poprosisz pannę, da ci buziaka w nos!/ Hej! Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch,/ pracując za dwóch!/ Czuwaj wiara i wytężaj słuch,/ pręż swój młody duch/ jak stal!”. Z czasem, gdy liczba ofiar pośród powstańców i ludności cywilnej, jak również rozmiar materialnych strat Warszawy przerażająco rosły, a pomoc z Zachodu rzeczywiście nie nadchodziła, optymizm powoli słabł. Najbardziej wszakże bolał cynizm wojsk radzieckich, które na rozkaz Stalina stanęły na linii Wisły, biernie patrząc z daleka na łuny ognia i dymu unoszące się nad miastem. Stalin nie chciał widzieć wolnej Warszawy w roku 1920 podczas wojny bolszewickiej, ani tym bardziej nie chciał być witanym w roku 1944 – w wyniku szczęśliwie przeprowadzonej przez AK akcji „Burza” – przez wolnych gospodarzy stolicy Polski. Dlatego też zatrzymał ofensywę swych armii. Wolał, aby w dziele niszczenia Warszawy i Polski wyręczył go Hitler. 29 sierpnia 1944 roku bard Powstania, „Ziutek” Józef Andrzej Szczepański, napisał wiersz Czerwona zaraza. Trzy dni później, 1 września, podczas ewakuacji powstańczych oddziałów ze Starówki został ciężko ranny. Koledzy go nie zostawili. Kanałami przenieśli do Śródmieścia, gdzie 10 września zmarł w szpitalu przy ul. Marszałkowskiej. Pozostał jednak jego wiersz, pełen bólu a równocześnie powstańczej godności: „Czekamy ciebie, czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci, byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci, była zbawieniem witanym z odrazą. (…) Miesiąc już mija od Powstania chwili, łudzisz nas dział swoich łomotem, wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili. Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy, dla naszych rannych – mamy ich tysiące, i dzieci są tu i matki karmiące, i po piwnicach zaraza się szerzy. Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz, ty się nas boisz, i my wiemy o tym. Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem, naszej zagłady pod Warszawą czekasz. Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać, możesz nam pomóc, możesz nas wybawić lub czekać dalej i śmierci zostawić… śmierć nie jest straszna, umiemy umierać. Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły Nowa się Polska – zwycięska narodzi. I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić czerwony władco rozbestwionej siły”. Powstanie Warszawskie było największym zrywem wolnościowym w historii drugiej wojny światowej. Poległo w nim około powstańców i około ludności cywilnej. Tysiące osób zostało rannych. Po jego upadku około ludności cywilnej udało się z Warszawy do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stamtąd do przymusowej pracy w Niemczech, około do obozów koncentracyjnych. Ze względu na ogrom strat osobowych, a także bezmiar zniszczeń materialnych dokonywanych przez Niemców także po jego upadku, od samego początku Powstanie było różnie komentowane i oceniane. Niekiedy wyrażano wykluczające się wręcz opinie: jednym jawiło się ono jako heroiczny zryw, przez drugich jako przejaw politycznej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności. Niejednokrotnie nie brano pod uwagę tego, czego w 1944 roku doświadczył Jan Nowak-Jeziorański. Częstokroć przy ferowaniu wyroków brano całkowicie w nawias wydźwięk moralny tego dramatycznego wydarzenia. Tymczasem – jak mówił Jan Paweł II na forum UNESCO w 1980 roku – „istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek” (tamże, n. 14). Przy tym dodawał: „nie ulega też wątpliwości, że pierwszym i podstawowym wymiarem kultury jest zdrowa moralność: kultura moralna” (tamże, n. 12). Inaczej mówiąc, nie ma kultury bez moralności, jak nie ma moralności bez prawdy – zarówno historycznej, jak i antropologicznej. Powstania Warszawskiego nie można uczciwie ocenić bez uwzględnienia wymiaru moralnego, który od samego początku dogłębnie go przenikał. Podobnie jak nie możemy – po tylu już latach – nie patrzeć na Powstanie jako wielkie zobowiązanie moralne, które spoczywa na kolejnych pokoleniach Polaków, aby strzec tego, co najważniejsze w życiu poszczególnych ludzi i całego naszego narodu. Patrząc na wydarzenia ostatnich tygodni i dni, z bólem trzeba nam, niestety, stwierdzić, że pewne osoby, które z demokratycznego mandatu aktualnie sprawują władzę w naszym Kraju, tego moralnego zobowiązania albo nie dostrzegają, albo je w pełni świadomie lekceważą. W dniu 8 lipca tego roku prezydent RP włączył się w niemieckie obchody poświęcone uczczeniu wspomnianego wcześniej płk. Klausa von Stauffenberga. To prawda, był on sprawcą, nieudanego zresztą, zamachu na Hitlera w dniu 20 lipca 1944 roku, ale przecież nie wyrzekł się wtedy swych poglądów na temat Polaków i ciągle domagał się, aby po zakończeniu drugiej wojny światowej granice wschodnie Niemiec były dokładnie takie same, jak granice z czasów zaborów, sprzed wybuchu pierwszej wojny światowej. W naszym powszechnym odczuciu, zrównanie przez prezydenta RP „polskiego zrywu niepodległościowego 1 sierpnia 1944 roku” z niemiecką „tradycją zamachu na Hitlera” uwłacza pamięci tych, którzy mieli dość traktowania siebie jako „podludzi” i którzy właśnie dlatego chcieli „śmiać się śmierci prosto w twarz”, a potem ze Stenów „prać bez lęku” w „aryjskich nadludzi” – „za kraj, za honor nasz!”. Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja „anty-przemocowa” i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci” mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło. W 1980 roku na forum UNESCO Jan Paweł II przestrzegał przed taką formą alienacji człowieka, która polega na tym, że przyzwyczaja się on do tego, iż „jest przedmiotem wielorakiej manipulacji”: ideologicznej, politycznej, medialnej, ekonomicznej. Dotyczy to zwłaszcza sfery ludzkiego życia, jego godności i jego poszanowania. Celem tej manipulacji jest odebranie człowiekowi jego podmiotowości i „nauczenia” go życia jako także swoistej manipulacji samym sobą. Jak mówił Papież, zwłaszcza społeczeństwa „o najwyższej cywilizacji technicznej (…) stoją wobec swoistego kryzysu człowieka, polegającego na rosnącym braku zaufania do własnego człowieczeństwa, do samego sensu bycia człowiekiem, do płynącej z tego afirmacji i radości, która jest twórcza. Cywilizacja współczesna stara się narzucić człowiekowi szereg pozornych imperatywów, które jej rzecznicy uzasadniają prawem rozwoju i postępu. (…) W tym wszystkim wyraża się pośrednio wielka systematyczna rezygnacja z tej zdrowej ambicji, jaką jest ambicja bycia człowiekiem. Nie łudźmy się, że system zbudowany na fundamentach tych fałszywych imperatywów, system takich podstawowych rezygnacji, może tworzyć przyszłość człowieka i przyszłość kultury” (tamże, n. 13). W świetle tych papieskich stwierdzeń, nie ulega żadnych wątpliwości: powstańcy warszawscy nie rezygnowali z prawdy o swoim człowieczeństwie i nie chcieli budować przyszłości Polski na fałszywych imperatywach. Odnosząc natomiast przemówienie Jana Pawła II do wspomnianych ustaw, trzeba uznać je jako jedno wielkie kłamstwo o człowieku, jako poważny błąd antropologiczny, wynikający z odrzucenia klasycznej prawdy o człowieku na rzecz współczesnych, skrajnych, lewackich ideologii. Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem Czerwona zaraza, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza. Dlatego też z całą powagą musimy zadać sobie szereg pytań, inspirowanych utworem bohaterskiego „Ziutka”: Ilu z nas widzi w tej zarazie zbawienie dla siebie, a ilu „wita ją z odrazą”? Ilu z nas wie, jak „znowu będzie strasznie potem i powie sobie, że znów z nas zakpili”? Ilu z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak przerażający w skutkach jest jej zamiar, „byśmy legli tu wszyscy pokotem”? Ilu jeszcze naprawdę wierzy, że „nowa zwycięska Polska [mimo wszystko] się narodzi”? Patrząc na medialną przemoc stosowaną wobec nas i na powszechny głos tak zwanych „autorytetów”, można niekiedy zwątpić w dobrą przyszłość naszego narodu. Pozostaje nam jednak ostateczny fundament – wiara w Boga, który jest Panem dziejów i historii. Naszą refleksję zakończmy więc wierszem księdza Tadeusza Burzyńskiego, który zginął dokładnie 71 lat temu, 1 sierpnia 1944 roku, dosłownie w pierwszej godzinie Powstania Warszawskiego, gdy szedł z posługą kapłańską do rannych powstańców, i którego relikwie od roku spoczywają w naszej łódzkiej Katedrze – wierszem Bezsilny ból: „Wzlecę na skrzydłach w tę dal wysoką/ wzlecę w te błędne, niezmierzone strony/ w zawrotny bezmiar, gdzie mi wskaże oko/ gdzie bytu zagadka – Ten Nieskończony./ Wiara i miłość skrzydłami mi będą/ w locie do słońca, w niebieskie przestworze/ przemierzę przestrzeń w szalonym zapędzie/ przed Tobą padnę, wiekuisty Boże”. „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my…”. Fot. Piotr Drzewiecki Strona 2 z 2 Publikacja dostępna na stronie:
Atak na abpa Jędraszewskiego za obronę prawdy przez hierarchę data:12 kwietnia 2017 Redaktor: Shork Wyborcza jak zwykle nie traci okazjiAdam Sosnowski Abp Jędraszewski celem niewybrednych ataków, bo stanął w obronie prawdy. Także o tragedii trzeba było długo czekać. Mainstream mocno zawiedziony nominacją abpa Marka Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego przypuścił atak na ordynariusza archidiecezji krakowskiej. Gazeta wiadomo jaka pisała na przykład, że abp Jędraszewski wypowiedział „słowa niegodne kapłana”. Powodem stała się homilia arcybiskupa wygłoszona w Katedrze Wawelskiej z okazji 7. rocznicy tragedii kilka pocisków w stronę biskupa krakowskiego, których nie warto przywoływać, ani powtarzać – wszystkie one oscylują wokół tego, że mieliśmy do czynienia z „mową propagandową”, a abp Marek Jędraszewski stanął po stronie „kultu smoleńskiego”.Nie wiem, czy autorzy takich tekstów sami wierzą w ich treść. Zdecydowanie widać jednak, że się boją. Boją się tego, kto stanął na czele jednej z najważniejszych diecezji świata, kto został czołową postacią Kościoła nie tylko w Polsce (abp Marek Jędraszewski jest wyróżniającym się hierarchą całego Kościoła powszechnego, co widać chociażby po jego pozycji w CCEE). Nie jest on zakładnikiem politycznej poprawności, lecz bezkompromisowym głosicielem Słowa Bożego. Ma niezwykły posłuch u ludzi wielokrotnie przekraczający możliwości mainstreamowej homilia abpa Marka Jędraszewskiego w katedrze wawelskiej przypomniała mi fragment „Potopu” Henryka Sienkiewicza, w którym to prymas grzmi i ubolewa nad fatalnym stanem Rzeczypospolitej spowodowanym podziałem wewnętrznym:„Płynęły więc z ust dostojnego księcia Kościoła słowa jak grzmoty, a w słuchaczach dusze otwierały się w prawdzie, jako kwiaty otwierają się na słońcu. - Nie przeciw starodawnym wolnościom się oponuje - mówił - ale przeciw onej swawoli, która własnymi rękoma własną ojczyznę zarzyna... Zaiste, zapomniano już w tym kraju różnicy między wolnością i swawolą, i oto, jak zbytnia rozkosz boleścią, tak wyuzdana wolność niewolą się zakończyła. Do jakiegoż obłędu doszliście, obywatele tej prześwietnej Rzeczypospolitej, iż ten tylko między wami za obrońcę uchodzi, który hałas czyni, sejmy rwie i majestatowi się przeciwi, nie wtedy, gdy trzeba, ale wtedy, gdy temuż majestatowi o zbawienie ojczyzny chodzi?" (Henryk Sienkiewicz, „Potop")W obu przypadkach u źródła problemu leży spór o prawdę. Jest to fundamentalny spór, którego ostatecznym rezultatem jest kształt naszej tożsamości. W nim rozstrzyga się odpowiedź na pytanie: kim jestem?Jest to pytanie, na które abp Marek Jędraszewski oferuje niby prostą odpowiedź: jesteśmy sobą w Chrystusie, który jest Prawdą. Prawda nie jest tu rozumiana jedynie w sensie ewangelicznym, ale również w sensie szczerego szacunku wobec własnej tradycji, kultury i historii. Nie jest przypadkiem, że metropolita krakowski w swej homilii powołał się na trzy kluczowe wydarzenia. Najważniejsze z nich to oczywiście Zmartwychwstanie Chrystusa, gdyż miało decydujący wpływ na całą historię ludzkości. Natomiast przywołane przez arcybiskupa tragedie katyńska i smoleńska miały przede wszystkim wpływ na ukształtowanie polskiej świadomości w ostatnich spajającą te wydarzenia jest fakt, że od samego początku towarzyszy im kłamstwo. Według pomówień żydowskich Jezus nigdy nie zmartwychwstał, lecz jego ciało zostało wykradzione przez uczniów. Sowiecka propaganda utrzymywała, że to Niemcy zamordowali polskich oficerów w Katyniu. A rodzime media głównego nurtu już kilkanaście minut po katastrofie insynuowały różne wydarzenia, które później okazały się nieprawdą. Także o tym powiedział abp Marek Jędraszewski w swej homilii:„Dziś wiemy z całą pewnością: nie było czterokrotnego podchodzenia rządowego samolotu do lądowania, generał Andrzej Błasik nie był pijany ani też nie było jego kłótni z kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem, nie było również ‘wspaniałej współpracy polskich i rosyjskich lekarzy przy badaniu najmniejszych szczątków ciał ofiar katastrofy’ ani też przekopywania całej powierzchni miejsca smoleńskiej katastrofy ‘na metr w głąb’. Za to były przypadki profanowania tych szczątków.”Słowa metropolity są prawdą. Bolesną, bo przypominają, jak tragedia narodowa została wykorzystana przez niektóre ośrodki do szerzenia dalszych podziałów. Jest to ta sama prawda, nad którą ubolewał prymas w „Potopie”.Nikt nie kwestionuje prawdziwości tych słów abpa Jędraszewskiego. Ale kwestionuje się jego prawo do ich wygłoszenia, jakoby hierarcha Kościoła katolickiego nie mógł się na ten temat wypowiadać (no, chyba, że w duchu gazety wiadomo jakiej…). Jest to jednak iście faryzejskie podejście – może i masz rację, ale nie wolno ci jej powiedzieć publicznie. Ten sam tok myślenia lewicowej politpoprawności każe katolikom modlić się tylko i wyłącznie – o ile w ogóle – w zaciszu własnego się wymusić milczenie na nowym arcybiskupie krakowskim pisząc, że „w poniedziałek kolejny raz nadużył swojego stanowiska” wygłaszając taką homilię w tak symbolicznym miejscu, jakim jest Wawel. Woleliby pewnie, żeby kazania tam prawił np. Adam Michnik. Niemniej abp Marek Jędraszewski z pewnością nie ugnie się pod ich ma ku temu zresztą żadnego powodu. Jako biskup Kościoła katolickiego ma właśnie obowiązek głoszenia prawdy. Spośród wielu zadań hierarchy to jedno jest być może najważniejsze. I dla tej czynności nie ma lepszego miejsca niż katedra będąca w pierwotnym znaczeniu tego słowa właśnie miejscem prawdy jest wpisane w chrześcijaństwo i jest fundamentem naszej religii, a co za tym idzie, również i naszej tożsamości. Arcybiskup krakowski wpisuje się w narrację Chrystusa i prawdy ewangelicznej. Smoleńsk jest „tylko” kolejnym elementem, poprzez który pewnie media i ośrodki wpływu chcą wzbudzić w ludziach niepewność i otworzyć ich na relatywizację, która jest głównym wrogiem prawdy. Wbrew pozorom tym największym wrogiem nie jest bowiem kłamstwo, które ze swej definicji wymaga również istnienie prawdy. Dopiero relatywizm mówi, że prawdą może być wszystko albo nic. Dokładnie ten mechanizm zastosowano w wielu mediach w narracji posmoleńskiej. Może był pijany, może była kłótnia, może była mgła, może były cztery podejścia... Właśnie to krytykuje abp Marek Jędraszewski – to cyniczne, piłatowe podejście do prawdy. Bo kto nie uwierzy w Prawdę, ten uwierzy we na przekór narracji medialnej i rozmaitym próbom reedukacji społeczeństw, w człowieku jest jakieś podstawowe, pierwotne pragnienie prawdy. „Prawda was wyzwoli," mówi Chrystus. Św. Jan Paweł II powiedział nawet, że to najważniejsze zdanie w Biblii. Nowy metropolita krakowski jest świadkiem tej Prawdy. Po poniedziałkowej homilii ludzie zaczęli bić brawa. Nie jest to regułą, ale się zdarza. Bili jednak także brawa po Mszy św., gdy arcybiskup w procesji opuszczał Katedrę. Dziękowali, klękali, całowali go po rękach (choć on tego nie lubi). Wyglądało to miejscami wręcz nierealnie. Ale pokazało, jak bardzo Kraków czekał na takie słowa i taką postawę. Jak Polska na to czekała. Jak bardzo dzisiaj potrzeba nieugiętych świadków SosnowskiAutor jest redaktorem prowadzącym miesięcznika „Wpis”. Więcej na
homilia abpa jędraszewskiego tekst