🐕 Zycie Na Islandii Forum
Nigdy nie byłam na Islandii, i chyba nie będę. Islandia to po prostu nie jest mój kierunek. Nawet opowieści o tej niezwykłej, północnej wyspie i zachęty osób, w tym znajomej, która tam od kilku ładnych lat mieszka nie budzą we mnie na tyle silnego pragnienia aby się tam wybrać. I nie mam z tego powodu żadnego dyskomfortu.
Cześć, tu Gosia Dvořáková, jestem autorką bloga o aktywnym życiu za kołem podbiegunowym w płn. Norwegii www.gazelawlaponii.pl , na kótrym piszę o życiu na dalekiej Północy, ekologicznym i świadomym podróżowaniu, ekofilozofii, trekkingach oraz ogromnej pasji do outdoor life czyli norweskiego FRILUFTSLIV.
Ważnym aspekt przy wyprowadzce z Islandii jest wymeldowanie. Do tego dnia mamy naliczaną zniżkę podatkową, do tego dnia mamy obowiązek płacić abonament jak każdy rezydent oraz do tego dnia mamy obowiązek rozliczyć się z podatku. Wymeldować z Islandii możemy się za pomocą strony internetowej skra.is i wniosku A-251 (załączony
To była historia jak z filmu. Najpierw zaczął lubić zdjęcia Bereniki z Islandii, a ona jego. Ona myślała, że on jest Norwegiem, a on myślał, że ona ma 63 lata lub jest z rocznika '63, ponieważ jej nick na Instagramie, nosił wtedy nazwę north_63. Napisał do niej, bo chciał się tylko dowiedzieć jak się żyje na Islandii.
Wakacje na Islandii – 12 największych atrakcji. 30052. 4. September 16, 2020. Islandia to miejsce, które wabi urodą, spokojem i krajobrazami, które nawet najwytrawniejszego podróżnika potrafią przyprawić o żywsze bicie serca. Oddalona zaledwie o 4 godziny lotu z Polski, ze względu na położenie, wspaniałe i zróżnicowane walory
Fiordy Zachodnie to najstarsza część Islandii, ma ponad 16 milionów lat. Na Westfjords nie znajdziemy aktywnych wulkanów i pól lawowych, jak w innych częściach Islandii. Zamiast tego znajdziemy tu kręte drogi położone na wysokich , zielonych fiordach, z których rozpościerają się niewiarygodne, zapierające dech w piersiach widoki.
Pierwszym punktem wycieczki po Golden Circle na Islandii był Kerið (Kerid), czyli krater wygasłego wulkanu Grimsnes. Podejrzewa się, że wulkan ukształtował się ok 6500 lat temu w wyniku erupcji lawowej. Prawdopodobnie wypełniająca go lawa zapadła się, tworząc ten piękny krajobraz, który możemy dzisiaj podziwiać.
Nie ma się co oszukiwać, takie auto wiele na Islandii ułatwia. Miłośnicy górskich wycieczek na pewno docenią Thórsmörk (Dolina Thora). Jednak żeby tam się dostać, trzeba przekroczyć kilka rzek. Małego samochodu nie stać na taki wysiłek. Mieszkańcy Islandii są dumni z tego, że ich energia jest w 100% naturalna.
pierdolenie o szopenie zyje na islandii juz 2 lata napoczatku mieszkalam w malej wiosce a teraz jestem w stolicy. zycie jak wszedzie jest drogie ale sa dobre zarobki wiec nie ma co przeliczac na polskie pieniadze ja jestem bardzo zadowolona i jak narazie na wszystko mnie stac i na zycie i na przyjazd do polski 2 razy w roku.
Na Islandii w dniach 21-26 lipca trwały warsztaty dziennikarskie i medialne. W ramach projektu na Islandię przyjechali dziennikarze Aleksandra Kaczkowska z Programu Trzeciego Polskiego Radia, Tomasz Kowalski z Sądeczanin.info oraz na zaproszenie Iceland News Polska Kaśka Paluch z Onet.pl. W dniach 21-26 lipca trwały warsztaty
Kilometry: 174 534. srebrny. generalnie lubię podrożę stopem, natomiast na Islandii wypożyczyłem samochód bo byłem tylko 5 dni, autostopowicze, których zabrałem nie narzekali na problemy i raczej chwalili sobie Islandię jako kraj do tego typu wojaży, oczywiście czas oczekiwania jest wyższy niż zwykle bo i ruch mniejszy
Kiedy pomyślimy o Islandii, na myśl przychodzą nam zimowe krajobrazy, śnieg i mróz. To w dużej mierze prawda – zima trwa przez pół roku, od października do kwietnia, a noce trwają wtedy naprawdę długo – słońce wschodzi około 11, a zachodzi koło 15. Dla turystów to ciekawe doświadczenie, ale pomyślmy o mieszkańcach….
XAjq.
Często kontaktują się z nami znajomi z zagranicy, którzy planują wakacje na Islandii. Gdzie powinni się udać? Co powinni robić będąc na wyspie? Jak powinni przygotować się do podróży po Islandii? Nie ma łatwego sposobu aby odpowiedzieć na te pytania. Różni ludzie lubią różne rzeczy, a Islandia ma o wiele więcej do zaoferowania, niż można zobaczyć i zrobić podczas jednej wizyty. Jednak niezależnie od osoby, która szuka mojej rady, zawsze przekazuję co najmniej jedną z poniższych rekomendacji. 1. Zwiedzaj Islandię w nocy Możesz się spodziewać, że niektóre z najbardziej popularnych atrakcji Islandii będą nieco zatłoczone podczas długich, letnich dni. Jeżeli jednak faktycznie wybierasz się na wyspę w trakcie białych nocy, będziesz mieć szansę na eksplorowanie islandzkich krajobrazów korzystając z niekończącego się dnia. Dzięki temu unikniesz tłumów i możesz w spokoju oddać się podziwianiu tego co dookoła, łapiąc magiczne momenty kiedy niebo robi się niezwykle barwne. Drogi staną się puste, miasteczka będą pochłonięte snem, a otaczająca Cię cisza będzie równie intrygująca co rozpościerające się aż po horyzont widoki. Ci, którzy nie czują się komfortowo podróżując samotnie w nocy, zawsze mogą skorzystać z pomocy doświadczonych przewodników, którzy prowadzą małe grupy podczas wycieczek rozpoczynających się wieczorem. Najpopularniejszymi są trasa Golden Circle, jazda konno oraz trekking. Jeśli nie lubisz zasypiać kiedy na zewnątrz jest jasno, koniecznie zabierz ze sobą opaskę na oczy! 2. Kupuj jedzenie bezpośrednio na farmach Podczas jazdy po Islandii w końcu zdasz sobie sprawę, że przy całej obwodnicy oferowany jest taki sam asortyment drogich fast foodów, niezależnie od ich lokalizacji. Idealną alternatywą dla zakupów na stacjach benzynowych jest zakup wysokiej jakości produktów lokalnych bezpośrednio od ludzi, którzy je wytwarzają. Wielu islandzkich rolników otworzyło swoje drzwi dla podróżnych i sprzedaje mięso, ryby i organiczne owoce oraz warzywa za niewielką cenę. W niektórych obszarach rolnicy utworzyli nawet niewielkie samoobsługowe chaty, w których podróżni mogą zabrać świeże owoce i warzywa, płacąc za to w ten sposób, że zostawiają konkretną kwotę bez jakiegokolwiek nadzoru. Aby znaleźć rolników, którzy sprzedają swoje produkty bezpośrednio, możesz odwiedzić stronę Farm Food Direct lub pobrać aplikację Handpicked - pomoże znaleźć lokalizacje osób znajdujących się w pobliżu, które mają coś unikalnego do zaoferowania. 3. Nie próbuj kupować piwa w supermarkecie Ze względu na to, że spożywanie alkoholu było zabronione na Islandii przez większą część XX wieku, islandzka kultura picia jest wciąż w powijakach. Do dziś Islandczycy utrzymują “dziwne” stosunki z alkoholem, a napoje alkoholowe są sprzedawane wyłącznie w państwowych sklepach o nazwie Vinbudin. Półki supermarketów są jednak zaopatrzone w różne marki stosunkowo taniego piwa - produkty mające na celu odtworzenie smaku piwa przy jednoczesnym całkowitym wyeliminowaniu jego odurzających efektów. Ponieważ wielu podróżnych tego nie wie, stosunkowo często widzi się zagranicznych gości, którzy zwycięsko pchają pełne wózki sklepowe wypchane puszkami i butelkami, nieświadomi prawdziwej natury ich łupów. 4. Wybierz się na kemping Nie znam lepszego sposobu spędzenia letniej nocy na Islandii niż w namiocie. Kemping to niezawodna metoda zdobywania i utrzymywania niezbędnego kontaktu z naturą, a po długim dniu podróży nic nie jest jej tak bliskie, jak leżenie w śpiworze w otoczeniu malowniczych krajobrazów. Ponieważ większość islandzkich miast i wiosek ma swoje własne pole kempingowe, gdziekolwiek pojedziesz, zawsze znajdzie się miejsce, w którym możesz ustawić swój namiot. Zdjęcie - Philip Gunkel Biwakowanie z trzema namiotami lub mniej jest dozwolone na ziemi niczyjej lub na gruntach publicznych przez jedną noc, chyba że widzisz informację o zakazie. Dzikie biwakowanie w trzech parkach narodowych Islandii jest surowo zabronione. Nigdy nie powinieneś obozować w pobliżu lub na farmie bez uzyskania pozwolenia, ale większość rolników jest bardziej niż chętna do przyjęcia obozowiczów za minimalną opłatą. Pamiętaj, aby szanować środowisko i zawsze brać pod uwagę delikatny charakter islandzkiej roślinności. Należy pamiętać, że biwakowanie w islandzkiej dziczy jest nielegalne jeżeli podróżujesz kamperem, z przyczepą kempingową lub w rozkładanym kamperze. Jeżeli masz plan obozowania w ten sposób, musisz zatrzymywać się co noc na kempingu. Jeśli zdecydujesz się na zboczenie z utartego szlaku i pójście daleko w głąb interioru, powinieneś zawsze uprzednio powiadomić kogoś o swoich planach podróży i przygotować się na każdą pogodę. Pamiętaj: nie ma złej pogody na Islandii, są tylko nieodpowiednie ubrania! Przygotowując swoje wakacje na wyspie, koniecznie przeczytaj nasz artykuł o kempingu na Islandii. 5. Gotuj swoje posiłki Chociaż Islandia oferuje teraz wiele znakomitych restauracji, które zdecydowanie warto odwiedzić, jedzenie na mieście jest jedną z najbardziej nieekonomicznych aktywności, jakie można podjąć będąc na wyspie. Jeżeli podróżujesz z ograniczonym budżetem, polecam Ci chociaż raz skorzystać z oferty lunchowej. Jeśli nie chcesz wydawać pieniędzy na stołowanie się w restauracjach, kupuj własne produkty spożywcze i gotuj własne jedzenie. Korzystając z kuchni znajdujących się w każdym hostelu, pensjonacie i na kempingu, Twój rachunek za 2-3 dni jedzenia będzie wynosił tyle ile cena jednego wyjścia do restauracji. Polecam gotowanie z islandzkich składników i kupowanie islandzkich produktów takich jak jagnięcina, skyr i świeże ryby. Nie należy także kupować wody butelkowanej. Ze względu na obfitość świeżej wody na Islandii ta, która płynie z każdego kranu jest wyjątkowa i możesz poprosić o pełną, darmową szklankę w dowolnym miejscu. 6. Poznaj mieszkańców Pomimo życia w zimnym klimacie i w otoczeniu bezlitosnego środowiska, Islandczycy są ogólnie ciepłymi i przyjaznymi ludźmi, którzy życzliwie przyjmują nieznajomych. Według Światowego Forum Ekonomicznego Islandia jest najbardziej pokojowym krajem na świecie i najbardziej przyjaznym do odwiedzenia. Udzielanie wskazówek jest nieoficjalnym sportem narodowym, a większość Islandczyków z życzliwością udziela pomocy tym, którzy jej potrzebują. Więc bez względu na to, czy potrzebujesz pomocy, czy po prostu chcesz mieć przyjazną pogawędkę, nie wahaj się rozpoczynać rozmów z nieznajomymi - jest to najlepszy sposób na zrozumienie islandzkiej kultury i społeczeństwa, a ponieważ wszyscy islandzcy uczniowie muszą uczyć się angielskiego, zanim pozwolą im ukończyć szkołę podstawową, bariera językowa występuje niezwykle rzadko. Jeśli czujesz się niezręcznie w sytuacji gdy czeka Cię rozmowa z nieznajomym, zawsze możesz zrobić pierwszy krok i odezwać się do kogoś mieszkającego na Islandii za pośrednictwem naszej strony. 7. Nocuj na farmie Spędzanie nocy w jednym z wielu gospodarstw na wyspie to kolejny doskonały sposób na zobaczenie jak wygląda autentyczna, islandzka atmosfera. Duża liczba rolników oferuje noclegi ze śniadaniem dla podróżnych. Dostępne są różne opcje zakwaterowania, od prostych wspólnych pokoi po prywatne kwatery i domki letniskowe. Prawie zawsze znajdziesz tam również lokalne produkty. Wielu rolników oferuje wycieczki konne i spacery z przewodnikiem. Pamiętaj, że zawsze lepiej jest zarezerwować wakacje z dużym wyprzedzeniem, szczególnie jeśli chcesz otrzymać najtańsze zakwaterowanie. 8. Wynajmij samochód, nie śpiesz się Islandzka pogoda jest niezwykle dynamiczna i nieprzewidywalna. Wybierając się na urlop wypoczynkowy, wielu Islandczyków ma zwyczaj "podążania za pogodą", co oznacza, że po prostu jeżdżą w kierunku tej części kraju, która ma najlepszą pogodę w momencie wyjazdu. Żadnej wycieczki po Islandii nie można uznać za kompletną bez spędzenia czasu w trasie, a jeśli wynajmujesz samochód, zyskujesz zarówno swobodę kontrolowania tempa podróży, jak i zabranie w swoje ręce decyzji związanych z pogodą. Całkowita długość islandzkiej obwodnicy wynosi 1332 kilometry, co oznacza, że technicznie biorąc możesz przemierzyć całą wyspę w ciągu kilku dni. To jednak sprawi, że nie będziesz mieć czasu na przystanki i spędzisz większość wakacji w samochodzie. Moim zdaniem musisz zaplanować co najmniej dziesięć dni na objazd kraju obwodnicą, więc jeśli chcesz spędzić tydzień lub krócej na Islandii, zalecam ograniczenie podróży do jednego regionu. Półwysep Snæfellsness, który czasami nazywany jest "Islandią w miniaturze" ze względu na różnorodne krajobrazy, można na przykład z łatwością objechać w ciągu dwóch dni, a taka podróż pozwoli Ci zobaczyć wiele niezwykłych miejsc. 8. Weź kąpiel w naturalnym źródle Kąpiel w ciepłych basenach jest głęboko zakorzenioną islandzką tradycją, której początki sięgają czasów pierwszych osadników. Na Islandii kąpiel publiczna to coś więcej niż zwykła działalność związana z rozrywką. Islandzkie baseny i łaźnie publiczne to centra społeczności, w których gromadzą się ludzie w różnym wieku i o różnych zawodach, by spotkać przyjaciół, odpocząć po ciężkim dniu pracy lub zregenerować siły po długiej imprezie. Wybierz się na basen przynajmniej raz podczas swojego urlopu na Islandii! W pobliżu Reykjaviku znajduje się kilka naturalnych gorących źródeł, a ciepła rzeka Reykjadalur jest moim ulubionym miejscem. W ofercie znajdziesz wiele wycieczek z przewodnikiem po gorących źródłach, w tym do Reykjadalur oraz trekking do gorących źródeł w Landmannalaugar. 10. Wybierz się na festiwal do małego miasta Z powodu ogólnego ubóstwa i braku w pełni rozwiniętego systemu transportu drogowego, islandzkie miasta i wsie były praktycznie odizolowane od siebie aż do drugiej połowy XX wieku. Populacja była niewielka, zwykły człowiek rzadko oddalał się od swojego miejsca urodzenia, a co za tym idzie, każde małe miasteczko rozwinęło swoje unikalne, indywidualne cechy zgodnie ze swoim naturalnym środowiskiem. Chociaż wyspa została gruntownie zmodernizowana, a ogólna populacja stała się coraz bardziej jednorodna, mieszkańcy wiejskiej części Islandii pozostają wierni swoim kulturowym korzeniom. Przez cały rok festiwale odbywają się w niemal każdym małym islandzkim mieście i wiosce, odzwierciedlając historyczne i tradycyjne korzenie. Każde miasto zajmuje swoją własną przestrzeń kalendarzową, przyciągając dużą liczbę gości, którzy dołączają do mieszkańców korzystając z możliwości słuchania lokalnej muzyki, jedzenia i tańców. Jeśli jesteś otwarty i lubisz otaczać się ciekawymi ludźmi, wybierz się na dowolny festiwal, który pasuje do Twojego harmonogramu i po prostu dobrze się baw! 11. Wybierz się z dala od utartych szlaków Islandia jest usiana wyjątkowymi miejscami, w których można znaleźć całkowity spokój oraz samotność i jeśli odważysz się oddalić od głównych atrakcji turystycznych, prawdziwie doświadczysz czym jest niesamowita islandzka natura. Poznaj fiordy wschodnie i zachodnie, najstarsze części wyspy, które od zawsze stanowiły ważne miejsca do łowienia ryb, gdzie znajdziesz spektakularne widoki na góry i niezliczone szlaki turystyczne idealne dla wszystkich, którzy szukają autentycznych doznań z dala od tłumów. Pamiętaj, to bardzo ważne, że islandzka przyroda jest niezwykle delikatna i jej regeneracja trwa dziesiątki lat. Ze względu na dużą ilość popiołu wulkanicznego gleba jest wyjątkowo wrażliwa i podatna na erozję, a wraz z rosnącą liczbą turystów przybywających na Islandię w poszukiwaniu nietkniętej dziczy, wiele obszarów zostało poddanych wyzwaniu. Pomóż nam chronić delikatne środowisko, zawsze biorąc pod uwagę wrażliwą florę naszej wyspy, gdziekolwiek się znajdziesz. Islandzka dzicz jest wyjątkowa właśnie dlatego, że jest w większości nienaruszona i niezakłócona, a naszą wspólną odpowiedzialnością jest, abyśmy zrobili wszystko, co w naszej mocy, aby utrzymać ją w ten sposób. Nie zbaczaj ze ścieżek, po których chodzisz i pamiętaj, że jazda po bezdrożach jest surowo zabroniona na Islandii, karana grzywną lub więzieniem, ponieważ może spowodować degradację gleby, a wraz z nią nieodwracalne uszkodzenie bardzo delikatnego środowiska. Odezwij się do nas jeżeli potrzebujesz pomocy w organizacji urlopu na Islandii. Do zobaczenia na wyspie!
Życie na Islandii. Dla jednych spełnienie marzeń, dla innych coś zupełnie niewyobrażalnego. Z jednej strony nieprzewidywalność pogody, wszechobecna drożyzna, tęsknota za domem i egipskie ciemności przez kilka miesięcy w roku. Z drugiej strony kosmiczne krajobrazy, o jakich marzy każdy podróżnik, wulkany, lodowce, gejzery, czyste powietrze, hygge, społeczne zaufanie, szacunek do człowieka i święty spokój. Jaka tak naprawdę jest Islandia? Jak się żyje na Wyspie Ognia i Lodu? Poznajcie historię naszej wspaniałej czwórki przyjaciół: Oli, Tomka i ich córeczek Klary i Kaliny, którzy trzy lata temu przeprowadzili się na Islandię po – jak sami mówią – przygodę życia. Z Olą i Tomkiem poznaliśmy się 2 lata temu, ostatniego dnia naszego pobytu na Islandii z Jasiem i Manią (poczytacie o nim TU). Na dworze szalała wichura z deszczem padającym w każdym możliwym kierunku a odlot naszego samolotu przesuwał się z godziny na godzinę. Ci – jak się okazało – najserdeczniejsi ludzie świata przyjęli naszą czwórkę pod swój dach, nakarmili i podzielili się tym, co mieli najlepszego: otwartym sercem. Potem poszło już szybko. Nasze polsko-islandzkie ścieżki zaczęły się splatać a przyjaźń zacieśniać, dzięki czemu Tomek został naszym najlepszym na świecie islandzkim przewodnikiem w Moon&Back – naszym kameralnym biurze podróży. To jak, gotowi na przygodę życia Oli i Tomka? :) Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła O tym przeczytasz1 Skąd pomysł na życie na Islandii?2 Początki z reguły zawsze bywają trudne3 Jedziemy na Islandię i co?4 Życie na Islandii: jak przeżyć z pensji emigranta?5 Polacy na Islandii na ratunek! Czy faktycznie?6 Klara, przedszkole, nowy język7 Polska i Islandia. Różnice w standardzie wychowywania dzieci8 Islandzka Kalinka – moja historia porodowa9 Urlop macierzyński na Islandii10 Islandczycy – czy łatwo się z nimi zaprzyjaźnić?11 Życie na Islandii – towary eksportowe12 Egipskie ciemności vs białe noce. Co gorsze?13 Islandzka kuchnia14 Za co kochamy Islandię?15 Życie na Islandii a powroty do Dołącz do nas! Skąd pomysł na życie na Islandii? Na to pytanie lubimy odpowiadać przewrotnie: bo nie zdecydowaliśmy się na Wyspy Owcze. Na Islandii mieszkamy od marca 2017 roku. Dwa miesiące po naszym ślubie podjęliśmy decyzję, że na jakiś czas opuszczamy Polskę i ruszamy na poszukiwanie przygód. Padło na Reykjavik, ze względu na przeświadczenie, że znajdziemy tam hygge, czyli skandynawski dobrostan ducha. Nie byliśmy zmęczeni Polską, po prostu stwierdziliśmy, że ze względu na naszą niespełna 3-letnią córkę Klarę, to będzie dobry moment, żeby spróbować czegoś nowego. Uznaliśmy, że gdy Klara będzie większa, bardziej świadoma, ciężej będzie nam zdobyć się na odwagę, żeby wyjechać. Początki z reguły zawsze bywają trudne Tuż po podjęciu decyzji o przeprowadzce zaczęły nami targać różne emocje. Wtedy baliśmy się zwłaszcza o Klarę, którą wyrwaliśmy z ukochanego przedszkola i od najdroższych dziadków i rodziny. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Klara świetnie zaadoptowała się do nowej sytuacji i po kilku dniach zaczęła chodzić do opiekunki. Niespodziewanie to ja, Ola, zaczęłam mieć największe wątpliwości. Chciałam wracać do domu. Tym bardziej, że już po kilku tygodniach okazało się, że jestem w upragnionej ciąży z Kalinką. Ilość niewiadomych była bardzo przytłaczająca. Musieliśmy uczyć się funkcjonowania w zupełnie nowej społeczności: kulturze, która jest inna od tego, co oswojone w Polsce. Jedziemy na Islandię i co? Jechanie na żywioł nie wchodziło w grę. Ten i tak szalony plan musiał być dopracowany w najmniejszych szczegółach ze względu na naszą córkę. Wiedzieliśmy, że w tamtym czasie na Islandii pracę znajdowało się w ciągu kilku dni. Naszą zmorą okazało się poszukiwanie mieszkania. Na Islandii panował/panuje ogromny kryzys mieszkaniowy, a ceny mieszkań są wręcz nieprzyzwoicie wysokie. Na szczęście mieszkającej na wyspie koleżance udało się znaleźć nam malutkie M1. W wyjazd w jedną stronę zainwestowaliśmy całe oszczędności. Nasze nowe, puste wtedy mieszkanko udało się urządzić z pomocą nowych znajomych, często obcych ludzi, którzy dzielili się z nami pościelą, naczyniami… Zgodnie z oczekiwaniami w krótkim czasie znaleźliśmy zatrudnienie. Tomek w fabryce papieru, a ja w fabryce ciastek. Byliśmy przygotowani na to, że na początku praca, którą znajdziemy będzie zdecydowanie poniżej naszych kwalifikacji. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Życie na Islandii: jak przeżyć z pensji emigranta? Na początku życie na Islandii nie należało do najprzyjemniejszych. Pierwszymi pensjami spłacaliśmy zaciągnięte kredyty. Za kolejną pożyczkę kupiliśmy samochód. Nie było łatwo, bo ceny życia na Islandii są bardzo wysokie. Początkowe tygodnie spędziliśmy na powolnym odkrywaniu naszej okolicy. Zanim pierwszy raz ruszyliśmy do centrum i swobodnie w kawiarni wypiliśmy kawę, minęło sporo czasu. Każdą zarobioną islandzką koronę obracaliśmy w palcach kilka razy przed jej wydaniem. Było ciężko, ale była to dla nas ogromna lekcja pokory. Bardzo ten czas szanujemy i wspominamy go z rozrzewnieniem. Polacy na Islandii na ratunek! Czy faktycznie? Tak, Polacy na Islandii okazali się bardzo pomocni. Zwłaszcza nasi znajomi, których poznaliśmy w hotelu robotniczym, naszym pierwszym miejscu zamieszkania. Tuż za ścianą mieszkała samodzielna mama z dwiema córkami, która kilka miesięcy wcześniej przeprowadziła się z Polski. Kilka mieszkań dalej mieszkali znajomi, którzy pomogli nam w przyjeździe, wtedy już 3 lata na Islandii. To na nich zawsze mogliśmy liczyć i prosić o pomoc. Zresztą dalej możemy na sobie polegać. Później w naszym życiu pojawili się jeszcze inni Polacy, którzy podali nam pomocną dłoń. Mieliśmy szczęście! Klara, przedszkole, nowy język Klara poszła do islandzkiego przedszkola pół roku po przyjeździe na Islandię. Jednak, jak się okazało potem, mogliśmy wnioskować o przyjęcie jej do przedszkola jeszcze przed przyjazdem. Udało się ją zapisać do przedszkola najbliżej naszego ówczesnego miejsca zamieszkania. Był to strzał w dziesiątkę. Nauka języka nie zawsze przebiegała gładko, ale podejście kadry nauczycielskiej, przygotowanej do edukacji dzieci obcego pochodzenia, było absolutnie cudowne. Zarówno Klara, jak i my, byliśmy na bieżąco informowani o postępach, problemach, małych radościach. Pomimo przeprowadzki do innej części Reykjaviku, Klara nadal pozostała w swoim przedszkolu. Po pierwsze uznaliśmy, że przerzucanie jej do kolejnej placówki mogłoby być dla niej bardzo trudne, a po drugie, my też zaprzyjaźniliśmy się z jej nauczycielami. Wkrótce do Klary dołączy Kalinka, więc nasza przygoda z przedszkolem Arborg będzie trwała jeszcze długo i szczęśliwie. A islandzki Klary jest naszą dumą – jest dwujęzyczna. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Polska i Islandia. Różnice w standardzie wychowywania dzieci Jeszcze będąc w Polsce nie zgadzaliśmy się z panującymi w polskich przedszkolach i szkołach standardami wychowywania dzieci na świeżym powietrzu lub raczej jego braku. Irytowały nas też wszechobecne reklamy leków w radiu i telewizji. Życie na Islandii okazało się być dla nas rajem wychowawczym. W naszym przedszkolu dzieci powyżej 3 wychodzą na przedszkolne podwórko 2 razy dziennie po ok. 1,5 godziny. Jedynym ograniczeniem jest mróz poniżej minus 8 st. C i mocna wichura. Podczas 2-letniego pobytu Klary w przedszkolu takich dni było maksymalnie 6. Po przedszkolu często spędzamy czas na świeżym powietrzu w cieplutkim basenie – im zimniej na zewnątrz tym lepiej! Niczym niezwykłym nie są też wystawione przed budynkami wózki ze śpiącymi w środku dziećmi: przed żłobkiem lub kawiarnią, kiedy rodzice akurat piją kawę. Czujemy się tu bezpiecznie. Islandzka Kalinka – moja historia porodowa Dwie ciąże, dwa porody i dwa kraje. Różnica kolosalna i ogromny plus dla Wyspy. Zdrowa ciąża na Islandii w całości prowadzona jest przez położną. Z ginekologiem spotyka się tylko podczas “połówkowego” USG (jest to z reguły jedyne USG w ciąży) i w przypadku cesarskiego cięcia. Spotkania z położną są na początku co miesiąc. Od 8 miesiąca co tydzień, a w zależności od potrzeb przyszłej mamy nawet co dwa dni. Kobieta w ciąży jest traktowana jak zdrowa, pełnosprawna osoba. Dlatego też bardzo często ciężarne pracują nawet do ósmego czy dziewiątego miesiąca – wtedy oczywiście w odpowiednim wymiarze godzin. Ja od połowy 7 miesiąca pracowałam na 50% etatu, a na chorobowe przeszłam na 4 tygodnie przed porodem. Słowem, które ciśnie mi się na usta kiedy myślę o moim życiu na Islandii, w tym o porodzie, to szacunek. Szacunek położnej do rodzącej, jej partnera, szacunek dla intymności tego momentu i w końcu szacunek dla dziecka. Tylko 13% porodów na Islandii kończy się cesarskim cięciem. Ja niestety byłam w tym niewielkim odsetku. Jednak pomimo nieplanowanej cesarki był przy mnie mój mąż, którego do towarzyszenia mi przygotowała podczas szybkiej rozmowy pani psycholog. O drugiej w nocy, kilka godzin po porodzie, na salę, w której byliśmy w trójkę, wjechała skromna kolacja ze świecą. Po wyjściu ze szpitala, przez kolejne 2 tygodnie rodziców i maluszka odwiedza położna: pomaga, doradza, monitoruje sytuację. Wyłapuje też baby blues! Jeśli kolejny poród, to tylko na Islandii! Urlop macierzyński na Islandii Główne zasady urlopu po urodzeniu maluszka można streścić tak: trzy miesiące urlopu dla mamy, trzy miesiące obowiązkowego urlopu dla taty, trzy miesiące do podziału pomiędzy obydwoje rodziców. Urlop macierzyński/tacierzyński można wykorzystać do dwóch lat od urodzenia dziecka. Wysokość zasiłku oblicza się na podstawie zarobków sprzed zajścia w ciążę i trzech pierwszych miesięcy ciąży. Kwota wynosi ok. 80% zarobków. Jeśli czas pracy był krótszy, obowiązują zasady minimalnego zasiłku. Uff! Jednym słowem: to bardzo krótko! Maksymalny czas 6 miesięcy dla mamy, która chce pozostać z maluszkiem i np. kontynuować karmienie piersią to abstrakcja. Zasiłek można “rozciągnąć”, ale nawet zdaniem rodowitych Islandek, kwota po przeliczeniu należy raczej do niskich i wtedy cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa na mężu. Z drugiej strony cudownym rozwiązaniem jest 3-miesięczny tacierzyński, który tatę stawia na równi z mamą. Nie ma tu więc ani mniej, ani bardziej zaangażowanego rodzica. Przynajmniej w teorii. Islandczycy – czy łatwo się z nimi zaprzyjaźnić? Naszą najbliższą islandzką znajomą jest nasza 76-letnia sąsiadka z naprzeciwka. Absolutnie cudowna osoba z doskonałą znajomością angielskiego, co na Islandii jest standardem. I to chyba język jest tym, co ostatnio, oprócz dewastacji środowiska naturalnego Islandii przez nieodpowiedzialnych turystów, porusza Islandczyków. W związku z tym, że 95% społeczeństwa mówi doskonale po angielsku, przyjezdni często nie podejmują nawet próby nauki języka islandzkiego. Dlatego często słyszy się głosy, że w sklepach i restauracjach na jednej z głównych ulic Reykjaviku nie można dogadać się zupełnie w ich języku ojczystym. Bardzo smutne zjawisko. A co do znajomości, przyjaźni…To proces bardzo długotrwały. Tomek ma w gronie znajomych z pracy wielu Islandczyków. Są to jednak na razie znajomości niewykraczające poza tę sferę. Islandczycy są w większości bardzo przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców. Dodatkowo, nas, Polaków, lubią i szanują za naszą pracowitość i kompetencje. Jednak, przez lata naszego mieszkania na Islandii nie zostaliśmy jeszcze nigdy zaproszeni na wspólne oglądanie Eurowizji. Byłby to krok milowy w naszych rodzinnych relacjach polsko-islandzkich – Eurowizja to dla nich świętość. Życie na Islandii – towary eksportowe Jest kilka rzeczy, które chcielibyśmy przenieść z Islandii do Polski. Tomek chciałby na pewno mieć pod nosem lodowce i baseny ogrzewane lawą (w wielkim skrócie!), a więc w zestaw wchodzą też wulkany. Ja chciałabym mieć Kennitala. Jest to bardzo pojemny islandzki numer w rodzaju naszego PESELu, który z jednej strony świadczy o inwigilacji państwa, a z drugiej jest taaaki wygodny w użyciu: od sklepu z elektroniką, po lekarza pierwszego kontaktu. Zabrałabym do Polski także prężnie działające związki zawodowe i zaufanie człowieka do człowieka. A co nam przeszkadza? Nieustannie drożejące życie i tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Egipskie ciemności vs białe noce. Co gorsze? Życie na Islandii można podzielić na dwie pory roku, które albo się lubi albo nie. Ale co człowiek, to inna opinia. Mnie przeszkadzają białe noce, bo pomimo zaciemniających rolet, dzieci nie czują czasu na spanie i dzień rozciąga się niebezpiecznie. Z kolei Tomek źle funkcjonuje, gdy od października do lutego mamy tylko kilka godzin jasności lub wręcz szarówy za oknem. Islandczycy bardzo dbają o swój komfort psychiczny podczas długich nocy i rozświetlają lampkami swoje domy, a wręcz całe miasta! Uroczy widok! Na rozproszenie ciemności jest jeszcze kilka innych sposobów, np. wspomniane już baseny na świeżym powietrzu, gdy woda paruje a na zewnątrz jest tak zimno, że zamarzają włosy na głowie albo oglądanie z okna zorzy polarnej. Islandzka kuchnia Islandzka kuchnia tradycyjna opiera się na produktach, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu jako jedyne były dostępne na Wyspie. Tylko 1% powierzchni Islandii nadaje się pod uprawę. W dzisiejszych czasach tworzone są szklarnie, ogrzewane dzięki wysokiej aktywności wulkanicznej Wyspy. Hoduje się w nich wszystko: od kwiatów, na truskawkach i bananach! skończywszy. Bardzo wiele produktów sprowadza się też z Europy, Stanów Zjednoczonych itd. Wybór jest więc nieporównywalnie większy niż jeszcze przed kilkudziesięcioma laty. A wcześniej jedzono to, co znajdowało się w morzu albo co dało się wypasać: czyli głównie owce. Do dziś główną podstawą diety są ryby na 1000 sposobów, jak na przykład Plokkfiskur – nazywany też przysmakiem rybaka, danie jednogarnkowe składające się z ryby, ziemniaków i dużej ilości śmietany! Ma być tłusto i sycąco! Innym tradycyjnym daniem jest lamba, czyli owca, czy to w tradycyjnej zupie mięsnej lambasupp, czy pieczona barania głowa przy akompaniamencie ziemniaków i rzepy. Sfermentowanego rekina na Islandii jada się rzadko, a sfermentowaną płaszczkę tylko w Święta Bożego Narodzenia. Moim faworytem jest pyszny rúgbrauð, czyli słodki chlebek islandzki wypiekany tradycyjnie w dołach wykopanych w okolicach gorących źródeł, gdzie ziemia osiąga temperaturę ok. 100 °C. Za co kochamy Islandię? Wspólnie kochamy Islandię za lekcję pokory, którą dostajemy, ale też za pozytywne szaleństwo, którego doświadczamy. Tomek kocha Islandię, bo dała mu szansę na ponowne odkrycie swojej pasji: bycie przewodnikiem, który codziennie doznaje cudu natury i może tą miłością zarażać innych. A ja za poznanie mechanizmu zaufania, którego tak brakuje w Polsce, za piękny poród i cudowną opiekę nad naszymi dziećmi. Kocham też Islandię za to, że dopiero tu poczułam jak kocham Polskę. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Życie na Islandii a powroty do domu Jesteśmy małżeństwem, rodziną, parą przyjaciół, którą oprócz wspólnego znaku zodiaku łączy permanentny głód świata i zapachu przygody. Mamy wiecznie niezaspokojoną ciekawość i głos z tyłu głowy, który nam mówi, że “wszystko mogę …”. Niemniej jednak wiemy, że nasze dzieci potrzebują domu, stabilizacji i… szczęśliwych rodziców. Dlatego też nasz plan na najbliższy rok zakłada powrót na Podkarpacie, bliskość babć i dziadków, nasycenie przyjaciółmi. A co będzie później? Sami nie wiemy, gdzie nas poniesie. Zdjęcia: Lesław Kanikuła ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ Dołącz do nas! ❥ Będzie nam super miło, jeśli polubisz nasz profil na Facebooku i zaobserwujesz nas na Instagramie. ❥ Zapraszamy też do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi. Zarażamy w niej energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami. ❥ Kochasz Islandię tak jak my? Zapraszamy do drugiej naszej grupy na Facebooku Islandia Forum – wymieniamy się tam doświadczeniami i ciekawostkami związanymi z Islandią. ❥ A może marzysz o podróży na Islandię ale nie wiesz od czego zacząć? Wejdź na nasz księżyc – Zabierzemy Cię w podróż życia! #robniemozliwe
Tylko jeden kraj Europy nie ucierpiał z powodu chmury pyłu. Na Islandii życie toczyło się bez większych zakłóceń. Miejscowi szykują się na wypadek wybuchu znacznie większego wulkanu. Żeby zobaczyć to, o czym od dwóch tygodni trąbią światowe media, trzeba wyjechać 25 km za miasto. Dopiero stamtąd widać potężną chmurę nad wulkanem Eyjafjöll. W samym Reykjaviku nie ma śladu pyłu, zima powoli dobiega końca. Podczas gdy w Europie tysiące pasażerów koczowało na lotniskach, a przewoźnicy tracili setki milionów dolarów dziennie z powodu odwołanych lotów, na samej Islandii latano bez problemów. Widok dymiącego wulkanu budzi grozę, ale tylko 10 proc. powierzchni Islandii zostało dotkniętych skutkami erupcji, głównie opadami pyłu wulkanicznego. Większość powędrowała w wysokie warstwy atmosfery i tamtędy, pchana wiatrami, dotarła nad kontynentalną Europę. Islandzkie wulkany wybuchają średnio co dwa–trzy lata. O nadchodzącej erupcji Eyjafjöll wiedziano od listopada 2009 r. – świadczyła o tym rosnąca liczba wstrząsów sejsmicznych oraz nieznaczne unoszenie się powierzchni wulkanu. Od początku marca departament obrony cywilnej, część tutejszej policji, organizował spotkania w zagrożonym obszarze. Ostatnie ćwiczenia ewakuacji odbyły się tam w 2006 r., wtedy też powstała lista telefonów mieszkańców zagrożonych terenów. 20 marca nastąpiła erupcja w siodle między lodowcami Eyjafjallajökull i Mỳrdalsjökull (jökull to po islandzku „lodowiec”). Powstała szczelina długości 200 m, z której przez dwa tygodnie wylewała się magma. Erupcja szybko została okrzyknięta „turystyczną” – okazała się mało groźna i można było podejść bardzo blisko gorącej jeszcze lawy. Islandczycy w żywiole Właściwa erupcja zaczęła się 14 kwietnia. Kaldera wulkanu była przykryta czapą lodowca o grubości 200–250 m, więc zanim lawa wydostała się na powierzchnię, musiała stopić sporo lodu. Dlatego oceniano, że największym zagrożeniem nie będzie sam wybuch, tylko powódź. I faktycznie, masy wody z roztopionego lodowca spłynęły do laguny poniżej i dalej do rzeki Markarfljót. Już wcześniej władze zdecydowały o zniszczeniu odcinków drogi krajowej nr 1, głównej arterii kraju, okalającej całą wyspę. Chodziło o to, by woda z lodowca mogła przedostać się wprost do oceanu i nie zniszczyła pobliskiego mostu. Obecnie droga jest znowu przejezdna, choć w pobliżu wulkanu występują duże ograniczenia widoczności ze względu na unoszący się w powietrzu pył. W ciągu ostatnich dni w niektórych miejscach widoczność była zerowa. Zmaganie się z przyrodą jest wpisane w tożsamość Islandczyków. – Nie jestem pewna, czy Islandczycy faktycznie lepiej sobie radzą z katastrofami naturalnymi i akceptacją siły przyrody – mówi Kristín Loftsdóttir, profesor antropologii z University of Iceland w Reykjaviku. – Z moich badań wynika, że mają świadomość ukształtowania przez nieustanne zmagania z trudnymi warunkami. Nawet w trakcie obecnego kryzysu ekonomicznego pojawiały się głosy, że Islandczycy dadzą sobie radę, bo przywykli do gorszych rzeczy. – Nasze instytucje są bardzo dobrze przygotowane na działanie w ekstremalnych warunkach i ratowanie ludzi – dodaje Loftsdóttir. Jest to o tyle łatwe, że na całej wyspie mieszka 300 tys. ludzi, tyle co w Katowicach, z tego dwie trzecie w Reykjaviku. Problemem jest raczej powierzchnia – pozostała ludność Islandii jest rozproszona na obszarze równym jednej trzeciej terytorium Polski, choć miasta i wsie skupiają się na wybrzeżu. Społeczeństwo jest mimo to na tyle zwarte, że śmierć dwóch Islandczyków, którzy dwa tygodnie temu wybrali się podziwiać „turystyczną” erupcję i zamarzli, była przeżywana niemal jak narodowa tragedia. Śmierć wskutek samej erupcji wulkanu jest tutaj raczej niemożliwa – nad bezpieczeństwem ludności czuwa nie tylko policja i straż pożarna, ale także Czerwony Krzyż i specjalne zespoły poszukiwawczo-ratownicze. – Działamy według planu kryzysowego, który jest wszystkim znany – mówi Sólveig Ólafsdóttir z Czerwonego Krzyża. Każdy zna swoje miejsce: Czerwony Krzyż odpowiada za otwarcie schronisk i uruchomienie telefonu kontaktowego dla osób poszukujących swoich bliskich. Policja i zespoły poszukiwawczo-ratownicze za samą ewakuację, w tym powiadomienie każdego, kto musi opuścić dom, esemesem lub telefonem i sprawdzenie, czy wszyscy zostali ewakuowani. W tym roku odbyły się już trzy akcje ewakuacyjne: 20 marca, 14 kwietnia i 15 kwietnia. Ewakuowano 700 osób. Najdłuższy okres zagrożenia trwał 4 dni – w okolicach Drangshlíđ i Heimaland. Większość ludzi wróciła już do swoich domów. Kryzysowa szkoła Wskutek erupcji Eyjafjöll ucierpiała najbardziej setka rolników, których gospodarstwa i pola zostały przykryte 5–6-centymetrową warstwą pyłu. Jest prawdopodobne, że będą musieli opuścić swoje farmy na zawsze, bo pył pokrył ziemię twardą skorupą i będzie trudny do usunięcia. Niektórzy już oddają część swoich zwierząt do rzeźni, bo wiedzą, że w obecnych warunkach nie wyżywią ich wszystkich. – 15 kwietnia ludzie mieli zaledwie pół godziny na opuszczenie zagrożonego obszaru. Uciekali z gospodarstw w roboczych strojach, tak jak stali. Nie mieli czasu, żeby cokolwiek ze sobą z domu zabrać – mówi Ólafsdóttir. Czerwony Krzyż stara się zapewnić tym osobom również pomoc psychologiczną. Zespoły poszukiwawczo-ratownicze działają w wielu krajach, gdzie występuje zagrożenie ze strony przyrody, np. Kanadzie. Ale te na Islandii są szczególne. – Właściwie od najmłodszych lat, szczególnie w harcerstwie, dzieci przyswajają sobie ten rodzaj myślenia, że trzeba dbać o innych i nieść im pomoc, jeśli tylko się potrafi – mówi Ingveldur Ţórđardóttir z centrum kryzysowego departamentu obrony cywilnej. Z takim nastawieniem młodzi ludzie trafiają później do zespołów, a niektórzy zostają zawodowymi ratownikami. Pierwszy zespół poszukiwawczo-ratowniczy został założony na Islandii w 1918 r. w Vestmanneyjar. Obecnie działa ich ponad 100 i pokrywają całą Islandię. W rejonie Myvatn w północno-wschodniej części kraju co drugi mężczyzna działa w zespole poszukiwawczo-ratowniczym. – W każdej chwili mogę dostać esemesa, że zdarzył się wypadek i mój zespół jest potrzebny – mówi Sćmundur Ţór Sigurđsson, na co dzień przewodnik. Udział w akcji jest dobrowolny. Rząd wykłada ok. 20 proc. na zakup ciężkiego sprzętu dla zespołów poszukiwawczo-ratowniczych, pozostałe środki pochodzą ze sprzedaży fajerwerków przed Nowym Rokiem, które Islandczycy uwielbiają i kupują w dużych ilościach, oraz ze zbiórek. – Do zespołu może się zapisać każdy. Po jednym czy dwóch sezonach i szkoleniu można brać udział w akcjach ratunkowych. Zespoły jeżdżą też za granicę – islandzki jako pierwszy przybył na Haiti, by ratować ludzi po trzęsieniu ziemi. Szacuje się, że wulkan Eyjafjöll stopił jedną trzecią masy znajdującego się na nim lodowca. Woda już spłynęła, dziś największym problemem jest pył, który utrudnia normalne funkcjonowanie wielu wsi w pobliżu wulkanu. Islandczycy z obawą spoglądają też na sąsiedni wulkan Katla – jego kaldera ma 10 km średnicy, a erupcje są 10-krotnie silniejsze. Dziś jest ukryty pod lodowcem Mỳrdalsjökull, ale w przeszłości wybuchy Eyjafjöll zawsze poprzedzały aktywność Katli – tak było w latach 920, 1612 i 1821. W latach 1821–1823 Eyjafjöll na przemian wybuchał i cichł aż do momentu, gdy wybuchła sąsiednia Katla. Groźna siostra Katla wybuchała też sama z siebie, ostatnio w 1918 r. Jeśli obudzi się naprawdę, wywoła znacznie groźniejsze powodzie niż te z kwietnia, a pył może sparaliżować ruch lotniczny nad Atlantykiem. W ubiegłą środę ostrzegł przed tym prezydent Islandii. Na razie wulkany paraliżują miejscową politykę. Erupcja Eyjafjöll zbiegła się w czasie z publikacją raportu komisji parlamentarnej, badającej przyczyny islandzkiego kryzysu gospodarczego. – Różne media zajęły się różnymi sprawami: jedne wulkanem, inne raportem – zauważa antropolożka Loftsdóttir. Na dymiącej górze skupiła się np. gazeta „Morgunblađiđ”, której redaktorem naczelnym jest David Oddsson, były premier i minister spraw zagranicznych, który w czasie kryzysu kierował bankiem centralnym. A jedną z przyczyn zapaści gospodarczej na wyspie w 2008 r. był niedostateczny nadzór nad islandzkimi bankami. – Mam nadzieję, że raport nie pozostanie całkowicie w cieniu wulkanu – dodaje Loftsdóttir. O to nie będzie trudno, jeśli Katla wybuchnie w ciągu nadchodzącego półrocza, jak straszą wulkanolodzy. Jakob Johann Stakowski, student geografii na University of Iceland w Reykjaviku, jest innego zdania – twierdzi, że wielka siostra Eyjafjöll może równie dobrze dać o sobie znać za 5–10 lat albo wcale. Wulkany są bardzo zmienne, trudno przewidzieć, co się z nimi stanie. Póki co w Reykjaviku życie toczy się swoim rytmem: zaczyna rano od gazety, kończy wieczorem kąpielą w basenie z gorącą wodą. I oby tak pozostało.
Autor Wiadomość Temat postu: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #1 Wysłany: 22 Lut 2017 23:45 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski Wróciłem właśnie z sześciodniowego wypadu na moją ulubioną ISLANDIĘ . Ten wpis NIE JEST dosłowną relacją z wyjazdu (takie relacje – naprawdę ciekawe – znajdziecie na forum w odpowiednich działach).Ten wpis JEST zbiorem spostrzeżeń i faktów, które mogą pomóc dopytującym o zimowe zwiedzanie wyspy. Napiszę o kosztach sześciodniowego pobytu, kluczowych różnicach determinujących założenia podróży, pokażę parę miejsc…– mam nadzieję, że tekst przyda się śmiałkom rozważającym podróż w śnieżno-lodowych miesiącach Warto! Ale warto też przygotować się na islandzkie 2 osoby w osobowym aucie (nie najmniejszym ze względu na porę roku, ale bez napędu 4x4 bo Interior i tak niedostępny)2) 6 dób pobytu – od poniedziałku wieczorem do niedzieli wieczorem (połączenia Wizza – odpowiednio: z Gdańska/do Warszawy)3) przejazd, o ile się da, dookoła – tylko z tego powodu, że podczas kilkunastu wcześniejszych wyjazdów tam, w zasadzie wszędzie już byliśmy, natomiast ciekawiła nas ZIMOWA Islandia, możliwe różnice między północą a południem o tej porze roku, a najbardziej ciekawił święty spokój (w tym od turystów;)4) Kierunek wybierany na miejscu (zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub odwrotnie)- zostawiliśmy decyzję… pogodzie i był to jedyny sensowny i najlepszy możliwy wybór, gdyż gdybyśmy zaczęli od zwiedzania południa (typowe) spędzilibyśmy 6 dni w deszczu, a jadąc w drugą stronę i odpowiednio przyspieszając lub zwalniając podróż – mieliśmy 5 dni bez deszczu, w tym jeden w całości magicznie słoneczny. 5) W związku z pkt. 3-4 noclegów nie rezerwowaliśmy z wyprzedzeniem, co przyniosło nie tylko wyśmienite wykorzystanie czasu oraz sił i brak „cofania się”, ale także spore oszczędności (przez bezpośrednie kontakty/dzwonienie do miejsc noclegowych lub korzystanie z obniżek last minute)6) ostatnie założenie: jedno z najtrudniejszych na Islandii – mimo nieco absurdalnej koncepcji objazdu dookoła oraz krótkiego dnia - NIE SPIESZYĆ SIĘ! Ale to możliwe było jedynie po pogodzeniu się, że i tak nie odwiedzimy nawet połowy ciekawych miejsc, lecz tylko te, za którymi najbardziej tęsknimy lub które w danym dniu i czasie mają ładną nie odmawiać sobie lokalnych elementarnych przyjemności odtrącanych wcześniej nie raz z marudzeniem na wyższe ceny (małomiasteczkowy basen z widokiem, miejscowa zupa rybna, kanapka z jagnięciną / której zresztą poza Islandią nie lubimy). Jeśli bowiem mielibyśmy zaoszczędzić 300 zł w zamian za pędzenie przed siebie i „nie-smakowanie Islandii takiej jaką jest„ to równie dobrze można by pojechać w Karkonosze – też ładnie Wyjazd streścić łatwo: wszystkie założenia udało się zrealizować ! Parę szczegółów:- autem była SKODA FABIA kombi, napęd na przód, opony z kolcami, przejechała 2100 km ze średnim spalaniem ok. 6 l/100 km (benzyna), mały silniczek, ale z dobrymi oponami auto nawet na przełęczach i na lodzie (przy rozsądnej prędkości) trzymało się ładnie drogi. Mniejszego bym nie chciał. Nadal uważam, że Duster byłby najlepszy, ale przy pogodzie jaka się ułożyła to auto wystarczyło w sam raz;- mieliśmy ze sobą śpiwory, co skutkowało przy połowie noclegów dodatkową obniżką od 1000 – 1500 ISK / os. (33-50 zł). W ten sposób płaciliśmy za noclegi od 30-45 EUR /os. kwaterując się w dwuosobowych pokojach. W rzeczywistości trzykrotnie – z braku innych turystów – owe „pokoje” oznaczały oddanie do dyspozycji całego domu - rzecz jasna dla nieco ponad 100 zł sumarycznej oszczędności średnio chętnie targa się śpiwór, ale akurat mieliśmy tyle luzu w limicie wagowym bagażu nadawanego WIZZA (wspólne 1x32 kg, w tym sporo sprzętu), więc wzięliśmy. Gdybym miał ekstra dopłacać do bagażu ze względu na śpiwór – nie brałbym go, szczególnie w zimie, gdy i tak nie śpi się na kempingach ani w aucie. Mając natomiast duży bagaż rejestrowany (jeśli ma niestandardowe wymiary trzeba doliczyć sobie na lotnisku czas na dostarczenie go po odprawie do odległego okienka „oversize”) zabraliśmy się z podręcznym w postaci najmniejszych, niepłatnych „plecaczków”.- dzienne światło mieliśmy – uśredniając – od 9 do 18ej, przy czym pierwsza i ostatnia godzina mało nadawała się na zwiedzanie z powodu przejmującego zimna, za to 11-15 ładowały energię (co za światło!) bardziej niż cały lipcowy dzień na kontynencie - regularnie (kilka razy dziennie) sprawdzaliśmy pogodę na (w aplikacji, bo najdokładniej) oraz przejezdność dróg na - co pozwalało też w decyzjach którędy jechać, by było komfortowo i z widokami zamiast chmur. W związku z tym część decyzji co do trasy wydawać by się mogła irracjonalna, ale w praktyce dawała 99% satysfakcji z widoku za noclegi na dany dzień ustalaliśmy telefonicznie (kontakty z broszur dostępnych na stacjach benzynowych, informacjach turystycznych oraz z Internetu) między 12 a 18 danego dnia. W żadnym przypadku nie zaliczyliśmy odmowy, w połowie przypadków ceny były niższe niż oficjalnie ogłaszane (w szczycie sezonu nie jest tak różowo)- turystów na północy i wschodzie jest bardzo, bardzo mało, od Husaviku po Hofn (jakby odciąć pół wyspy na linii godz. 11 i 6). Za to od Reykiaviku od Jokulsarlon – turystów jest w zimie sporo, powiedziałbym, że dużo więcej niż widywałem w szczycie lata 5-6 lat temu. Ale taka jest kolej rzeczy… Jedynie gdyby wszechobecni Chińczycy nie zachowywali się tak absurdalnie idiotycznie na drogach i przy atrakcjach – jakoś bym to przebolał. Oczywiście w porównaniu z resztą turystycznych destynacji Europy to jest tam wciąż pustka , ale dla szukających całkowitego wytchnienia od ludzi – vide początek dostępność punktów widokowych jest znacznie mniejsza (dużo błota lub śniegu, ew. roztopów, np. przy Detifoss dojście tylko od zachodu i 20 minutowa ścieżka zajmuje teraz i 45 min. doprowadzając tylko do jednego punktu – platformy. Część muzeów i urokliwych „ciekawostek” (kościółki, wystawy) jest zamknietych poza sezonem, ale bardziej doskwiera zamkniecie na zimę wielu lokali i sezonowe skracanie czasu pracy sklepów. Ot np. w Husaviku na początku tygodnia dosłownie nie ma gdzie pójść na rybę . W innych godzinach (zwykle z przerwą w środku dnia) działają też lokalne baseny. Niemniej dzień jest tak krótki, że i tak czasu nieco brakuje, więc ta niedostępność miejsc i sklepów bywa nieco teoretyczna, o ile zdąży się na czas zrobić zakupy jedzenia w Bonusie lub Netto - stopniowo coraz większa wydaje się aktywność policji (ale może to ogólny trend, a nie kwestia akurat tej zimy). Radiowozów na 1ce minąłem kilka (przypominam, ze ochoczo i skutecznie łapią z przeciwka – jest tu mój temat o mandacie z wakacji, z taryfikatorem) – zdecydowanie więcej niż zdarzało mi się spotkać dawniej. A już „atrakcją” samą w sobie była wieczorna pogoń policjanta za nami lokalną gruntową drogą (do miejsca noclegu), kiedy po dogonieniu nas na sygnale w szczerym polu, sprawdził trzeźwość, zawartość auta i powody lądowania dwóch kosmitów z PL Pełna kultura, „szacun”, ale też daje to do myślenia. Gdybyśmy byli „po piwku”, lub liczyli na ciemność, mogłoby skończyć się dłuższym pobytem… byliśmy? Poniżej ramowo dla tych, którzy kojarzą ze swoich wyjazdów, bo jeśli ktoś dopiero się wybiera to niech ten akapit pominie, gdyż na pierwszy raz taka akurat wycieczka nie miałaby sensu, to raczej refleksyjna przejażdżka miłośników Islandii, nie zwiedzanie typu „czas goni ale chcę to zrobić”:DAY 0: dojazd do GDA, lot, zupa rybna (jaka!!!!!) u naszego ulubionego kucharza w Reykiaviku (nie wiem czy mogę mu zrobić reklamę, nazwę więc pominę), przejazd do Blondous na nocleg, wylądowaliśmy niemal po ciemku, więc ten wieczór służył „wskoczeniu w falę przesuwajacej się pogody” – co o tej porze roku rozumiemy jako „szansę na brak opadów lub możliwie najmniejsze opady”.DAY 1: basen w Hofsos na brzegu fiordu, gdzie podczas naszej wyłącznej okupacji kąpieliska – obok w rzeczonym fiordzie, wesoło pluskał się wieloryb, wypuszczając fajerwerki wody oraz pomachując co parę minut ogonem lub kawałkiem cielska. Nie było żal dwóch godzin… . Przejazd nadmorską drogą i tunelami wzdłuż półwyspu, pięknie! Akuyreri (tu zakupy i ciepłe jedzenie w rękę). Godafoss, próba dojazdu 2 km do Adlejarfossa z zamiarem pieszej wycieczki (droga dalej oblodzona i z zakazem wjazdu dla naszego auta), ale ten jedyny raz deszcz i błoto z lodem powstrzymały nas od frajdy, która była na wyciągniecie ręki (uwielbiam ten wodospad – mimo kłopotliwego dojazdu). Nocleg nad MyvatnDAY 2: ze śniadania z widokiem na Myvatn nie chciało się wychodzić Obowiązkowo Krafla i Viti (Krafla w zasadzie nie do przejscia/dojścia – choć nadzieję budził psi zaprzęg; Viti zaśnieżone i z lodem, lodowisko na drodze), jak zwykle ubaw dla oczu, wyobraźni i węchu na tutejszych polach geotermalnych, rzut oka (i częściowo buta) na wielki krater przy samym Myvatn, piękny przejazd pagórkami do Husaviku, nocleg w Husaviku po bezowocnym polowaniu na jadłodajnię (lokalsi chcieli ochoczo pomóc, także Polacy, ale zima to zima = burger na stacji benzynowej). DAY 3: Asbyrgi. Ech – żeby tu w lecie trafić przy takiej pustce. W południe nasz ślad na śniegu na drodze do Kanionu wciąż był pierwszy… Pusto, ptaki, echo. Szkoda, że aura nie pozwala wejść na górę, ani pojechać żadną z górnych gruntówek do krawędzi. Dalej przykład pogodowego absurdu jaki zapowiadałem – przejazd (z widokami już w śniegu, zupełnie inny świat niż dzień wcześniej) do Myvatn i dalej na zachodni brzeg Detifossa. Niby 40 km w linii prostej, O tej porze roku ponad… 100 km więcej Dzień skończony w małej osadzie u progu Interioru, drewniany dom, pojedyncze zabudowania kryte trawą, owce biegające w śniegu, kolory zachodzącego słońca i samotny niemiecki turysta szusujący na nartach biegowych po bezkresie pustynno-białych 4: Dolina wodospadów przed Egilstaddir zajęła trochę (wreszcie z[a]marznięte wodospady;)W Egilstaddir uzupełnienie zapasów wszystkiego i jedna z wielu smutnych refleksji o braku wyobraźni/wiedzy (?) autostopowiczów. Para stojąca na skrzyżowaniu przed południem stała tam nadal o 16ej, gdy my wracaliśmy do Egilstaddir po wypadzie na wzgórza i do pobliskiego było patrzeć jak zmarnowali piękny dzień, a wystarczyło sprawdzić jakie są realia autostopu w zimie na wschodzie wyspy, podejrzeć w Internecie twarde dane ile dziennie aut tamtędy przejeżdża i porównać z Zakopianką zanim stanie się marznąć. Byliśmy nawet gotowi ich poratować widząc jak zgubili dzień życia (szczególnie, że akurat w samym mieście, w odróżnieniu od okolicy, pogoda nie była najlepsza), ale gdy tankowałem 300 m dalej ktoś akurat jechał dużym autem w tamtą stronę i się też ulitował. Jeśli robili to z oszczędności to mają szczęście, że nie doczekali nas bo oprócz pomocy nieźle bym ich zrugał (krótki najem aut w zimie bywa naprawdę tani – może nawet porównywalnie z tamtejszym kosztem leków na przeziębienie). Ale raczej to była ich niewiedza mnożona przez naiwność (staram się być delikatny). Czyta ktoś hurraoptymistyczne wakacyjne wpisy z południa wyspy jak to cudownie w lecie się jeździ tutaj na koszt zatrzymywanych przyjaciół – i wydaje się później takim fascynatom, że asfalt będzie ich grzał jak na Gran Canarii… Ech… Mam nadzieję, ze nie rodacy… Dalej o zachodzie słońca przejazd Oxi na cieplutkie południe (5-8 st.) i wieczór/noc w domku przed Hofn. DAY 5: Tak, tak, Jokulsarlon – 3x , co piętnaście minut inny: tj. magiczny - zasnuty mgłą na parę metrów, absurdalny – podpierający ciemną pierzynę niskiej pokładającej się chmury, wyostrzony – w pełnym słońcu z odkrytym horyzontem. Oczywiście także „wystawa” potężnych brył lodu wyrzuconych na brzeg po południowej stronie drogi oraz zupełnie inna widokowo zatoka z krami 10 km dalej na zachód. Po drodze przyglądanie się reniferom – dwa duże stada, jedno 300 m od drogi w stronę gór, drugie szalejące na drodze (to dla tych, którzy zastanawiają się o co chodzi z niemożliwością ubezpieczenia w wynajmowanych autach na Islandii szkód spowodowanych przez zwierzęta) oraz jeden, który przebiegł przed samą maską zbiegając ze skarpy. W zasadzie nie zdążyłem zareagować – po prostu los chciał, że wybrał życie dla siebie i dla nas, choć gdyby zrobił to sekundę później musielibyście się jedynie domyślać co chciałem napisać… O zachodzie słońca starczyło czasu na niedoceniony Fjadrargljufur, ale to już terytorium podlegające inwazji turystów, więc nie oczekujcie, że się rozpłynę w zachwytach nad przeżyciami. Owszem – widoki piękne. Po drodze parę zatrzymań w moich sekretnych wydawałoby się punktach widokowych, ale doprawdy – kto chciał poczuć wolność na południowej Islandii już się spóźnił. Mimo to wciąż zachwycam się tymi widokami - nigdy dwa razy nie wyglądają tak samo. Nocleg za Vik, gdzie gorąca kanapka z jagnięciną odnawiała wiarę, że jakość może próbować gonić ich abstrakcyjne 6: Powolutku – zakupy pamiątek i prezentów, szperanie w sklepikach z rękodziełem w rybackich wioskach na południu, łapanie słońca wśród porażająco zielonych (luty?!) mchów na wschód od Grindaviku, w końcu tradycyjna Lobster soup na pożegnanie. Szkoda, że urocza obsługa stanowiska nadawania bagażu rejestrowanego w Keflaviku kolejny raz wykazała się zupełnie nieislandzkim brakiem altruizmu. Najpierw zamieszanie dziewczyn mających problem z ustaleniem która ma pracować, a która patrzeć, a potem dzwoniące „must be point zero” , co miało mnie zmusić, do usunięcia paruset gram (dosłownie!) nadbagażu. Wyjąłem cienki miniaturowy koc ważący 300g, ale wciąż na wadzie nie było końcówki „ .0 ”. Wyjałem więc 400g ciastka i dałem jej w prezencie. Z uśmiechem wzięła i… koca NIE pozwoliła włożyć z powrotem. No, to nie był islandzki akcent. Ale z drugiej strony frajda miała się i tak właśnie skończyć, więc to tylko jej wybór, że wolała zagrać nieislandzką heterę zamiast pozostać w przyjemniejszej części wspomnień należą też wydane pieniędze, a te pod$$$umowac do$ć łatwo:Przy dwóch osobach, wspomnianych założeniach i opisanym stylu podróżowania (wcale nie najtańszym, ale efektywnym, przyjemnym i moim zdaniem wartym tej ceny, bo pozbawionym odmawiania sobie czegoś co krok) – wyszło to NA OSOBĘ TAK:Koszt najmu auta z ubezpieczeniem: 490 złKoszt paliwa : 480 złNoclegi: 970 złJeden ciepły posiłek "restauracyjny" dziennie (nie TOP-menu, ale też nie przystawki) /to można było oszczędzić, ale dlaczego?/ 390 złpozostałe jedzenie ok. 350 złpłatności rozliczane kartą walutową w EUR z mBankuBilety lotnicze kupowaliśmy w różnych cenach – od 79 do 189 zł, ale do tego dochodziło w każdą stronę 200 zł za 32 kg bagaż oraz jeden raz dopłata za zmianę miejsca, bo mając wylosowany fotel na środku miedzy nieznanymi współpasażerami ryzyko drastycznych doznań jest zbyt duże Sumując wszystkie wspólne wydatki (a więc także dojazd do GDA, i powrót do domów z Warszawy – bo wyruszaliśmy z Wrocławia), 4 wejścia na baseny, drobne sprawunki (typu taśma pakowa i worki do zabezpieczenia bagażu), płatny przejazd tunelem – wydaliśmy na wyjazd po 3600 zł/ jest to mało, bo zazwyczaj (ale jeżdżąc w czwórkę) mieściliśmy się w 2,3 – 2,6 tyś. /os., da się więc taniej. Ale nie to samo...Po prostu tym razem założenia były nieco inne, chcieliśmy doświadczyć Islandii lepiej, mieliśmy po poprzednich wyjazdach przekonanie, że „oszczędności na siłę” odbijają się czkawką, bo tracony czas i siły zużywane na owo oszczędzanie (przede wszystkim CZAS! – tam na miejscu) są za dużo warte wobec dużo swobodniejszej przygody kosztem kilkuset złotych. Wiem, to nie jest mało, ale dobrze i z satysfakcją wydane tysiąc złotych to w rzeczywistości dużo więcej. Tym samym udało się też przeżyć wyprawę w trudnych warunkach, w niełatwym kraju i czasie – w taki sposób, że niczego nie żałuję, niczego bym nie zmienił i wiem, że wykorzystałem urlop na 200% Czego wszystkim życzę!---A jeśli kto doczytał aż tutaj i jeszcze nie znudził się Islandią, to zapraszam też to obejrzenia filmowej relacji, ale z poprzedniego pobytu. Nie pada tam żadne słowo, unikamy też oklepanych miejsc znanych wszystkim, ale za to połączyliśmy nasze islandzkie sekretne miejsca z własną muzyką i w 100% własnymi ujęciami – możecie w 6 minut odwiedzić Zachodnie Fiordy, Półwysep Snaefellsnes i nie tylko… : osób pyta o zdjecia z teraz, z lutego... Cóż, rzadko wyciągamy aparat, od któregoś wyjazdu przeszliśmy na "napawanie się"/pożeranie widoków wzrokiem. Dużo głębsze wrażenia, niż "pstryk i w drogę". A i okiem jakoś zapamiętuję więcej i piękniej niż aparatem, więc niewiele mam z tego wyjazdu fotek. To może kilka z brzegu... Załączniki: Komentarz do pliku: Który to fjord ? ;) LUUUTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: A na północy zima… LUUUTTTTy [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Niby zamarznięte… a dymi LUUTTUUTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Nie ma jeszcze zakazu wjazdu… jest jedynie informacja, że… nieprzejezdnechyba z litości dla turystów są też znaki, że „jak wjedziesz, to nie wyobrażasz sobie ile zapłacisz w przypadku jakiejkolwiek usterki lub potrzeby pomocy”. I to jest bardzo uczciwa prawda, zaręczam… LUTYTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Detifoss wśród hałd śniegu, niełatwo dojść, niewiele widać, ale to ON LUTTYYT [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Islandzkie złudzenia LUTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Trochę trudno uwierzyć, ale to ten sam fiord co na górze, tylko z nieco wyższej wysokości… LUTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Zmierzcha się, ale bajkowy kanion czaruje kształtami… LUTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Dookoła gorąco, tereny geotermalne wokół Krafli grzeją, a obok jezioro w kraterze zamarznięte LUTTUTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Islandzka blondyna… LUTTTYY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Jokulsarlon zady(u)mił się... LUTTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: ...zresztą nie tylko Jokulsarlon LUTTTTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Losowanie pory roku na następny kwadrans – cała prawda o zwiedzaniu południa [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Z najlepszymi życzeniami dla autostopowiczów bez wyobraźni i umiejętności czytania ze zrozumieniem. Pozostałych zapraszam w lecie, ale też po przemyśleniu ;)Co to jest? Jak piszą dziennikarze "turystyczni" niewychodzący za próg biura: "okalająca wyspę autostrada nr 1", cha, cha, cha!!!! na wschód od Myvatn, luty 2017, środek pięknego, gwarnego dnia! :) LU [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Epoka lodowcowa LLLUTY [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Komentarz do pliku: Islandia – za każdym razem zaskakująca… L II [ KiB | Obejrzany 8252 razy ] Ostatnio edytowany przez Artycjusz 23 Lut 2017 00:27, edytowano w sumie 3 razy Góra 28 ludzi lubi ten post. 15 ludzi uważa post za pomocny. BooBooZB Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #2 Wysłany: 23 Lut 2017 00:04 Rejestracja: 17 Gru 2014Posty: 698 niebieski @Artycjusz jak zawsze w sedno przydatny bardziej,że pojutrze wracam na Islandię Góra ciachu25 Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #3 Wysłany: 23 Lut 2017 18:23 Rejestracja: 07 Lut 2014Posty: 579 niebieski I tu też potwierdzę, iż już dawno nie czytałem tak mądrych i rozsądnych spostrzeżeń;)Dziękujemy za relację!Pzdr, Art. Góra to_masz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #4 Wysłany: 23 Lut 2017 23:34 Rejestracja: 07 Lut 2012Posty: 113 @Artycjusz Gratuluję spokojnego wyjazdu i luzu, który wydawało mi się na początku, że się nie oceniać i nie komentować innych, niech każdy żyje po przekreślając autostopowiczów, przekreśliłeś dla mnie siebie. A może oni przeczytali wszystko na temat stopa w zimie we wschodniej Islandii?może widzieli 1000 fotek z jedynki w środku zimy? może nie muszą tak jak Ty jechać do GDN z WRO, żeby było taniej? Może śpią sobie w namiotach w środku zimy? może nie lecą tam na tydzień, bo to aż 5 dni urlopu? może nie stracili dnia, jak to określiłeś, tylko są w drodze....przepraszam, że mnie tak uniosło, ale tak jak Ty nie robię zdjęć od pewnego czasu, jestem zafascynowany Islandią jaką taką,lubię spokój, który płynie na północy i nie rozumiem dlaczego uzurpujesz sobie prawo by kogoś oceniać? No worries. Góra BooBooZB Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #5 Wysłany: 23 Lut 2017 23:49 Rejestracja: 17 Gru 2014Posty: 698 niebieski @Artycjusz z tego co pisał, spędził ponad 80 dni na Islandii, nie mieszkając i nie pracując pełne prawo się każdy, kto chciałby po raz pierwszy na Islandii, powinien przeczytać wszystkie jego posty (a to nie jest trudne poprzez funkcje forum).Autostop jak i couchsurfing na Islandii był poruszany wiele w sezonie letnim ma duże szanse na drodze od Reykjaviku do Jokulsalron. Szczególnie, jeśli jesteś los bywa przewrotny, ale to już nie pierwszy raz, gdy słyszę o przemokniętych i przemarzniętych turystach na Islandii, którzy stracili cały dzień (albo więcej), licząc na złapanie szczególności na wschodzie Islandii (Egilstadoir, Myvath, Detifoss). Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #6 Wysłany: 24 Lut 2017 00:30 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski @to-masz 1' To jest wątek o spostrzeżeniach i zimowych realiach po lutowym wyjeździe na Islandię, nie o ideach autostopu... Zapraszam na górę/ może dużo Ci @to-masz 'u odpiszę, ale mam nadzieję, że dzięki temu wymuszony skręt na off-topic uda się zamienić w jeszcze dokładniejszą poradę Na dole dodaję mapkę obrazującą dobowe natężenie ruchu aut, a w " ją tłumaczę w kontekście tej sytuacji (kogo nuży sama kwestia autostopu - niech przewinie do i mapki).Ale niech Ci będzie ... "nakręca mnie", gdy ludzie piszą o tym przy czym nie byli i czego nie widzieli, a jednocześnie zarzucają to innym, którzy akurat opisywaną sytuację widzieli...Tak się składa, ze ja OSOBISCIE mijałem ich dwa razy na tym skrzyżowaniu (jadąc jednak w innym niż objazd jedynką kierunku, bo od razu bym zabrał). Wcześniej RATOWAŁEM już na wyspie zamarzających autostopowiczów - z Nowej Zelandii i Francji, holowałem z wody podtopione auta tych którzy dużo czytali i "byli w drodze", przewoziłem przez rzekę piechurów, którzy wiedzieli o wyspie wszystko, ale nie to co dzieje na ostrym wietrze z organizmem zanurzonym w lodowatym nurcie przekraczanym na boso w slipach i reszcie i tak pomoczonych ciuchów "bo to naprawdę rzeka była na szlaku a nie strumień". I widziałem też miny tej tegorocznej pary, zachowanie, rezygnację, załamkę... Deszcz i śnieg w lutym, pośród błota, przez parę godzin nieskutecznego machania rączką to nie jest scena "płynący spokój na północy - w drodze". Mijając ich po raz pierwszy podzielałem poniekąd nadzieję, że to nie może trwać tak długo (choć pamiętam też moknącą w sierpniu cały dzień autostopowiczkę nad Myvatn). Mijając ich po raz drugi - widziałem już, że im pomogę i podrzucę gdziekolwiek gdy zatankuję i będę jechał w stronę prawem osądzasz moją opinię o sytuacji której nie widziałeś? Ja tych ludzi z bliska widziałem, a im podobnym pomagałem nie mój drogi, kiedy mam ochotę latam Lufthansą (z wygodnym przesiadkami) z Wrocławia do Reykiaviku i to ani nie po to, by podbudować sobie ego lub Ci zaimponować (bo czytam z zakłopotaniem, ze to istotne dla Ciebie), ani żeby oszczędzić, ani żeby się tłumaczyć. Z GDN poleciałem jednak tylko dlatego, że musiałem być rano tego dnia w Warszawie, a kumpel wyjeżdżał spod Wrocławia. Żeby dolecieć razem i nie czekać na siebie, a w dodatku wykorzystać maksymalnie urlop - wypadało najsensowniej połączenie z GDN. I kto tu wydaje oceny o ludziach nie znając sytuacji? A jeśli widziałbyś tych ludzi jak ja i chciałbyś sądzić, ze stali tam tego dnia i przez ten czas dla przyjemności (lub z przyjemnością), przygotowani, świadomi i chętni, dumni ze swego samostanowienia i wolności jaką daje autostop - i chciałbyś mnie przekonywać, że oni tego właśnie chcą - musiałbyś mnie uważać za całkowitego durnia. JA tam by-łem. A już najgorsze co mógłbym zrobić to przemilczać prawdę o islandzkim autostopie w zimie na północy i wschodzie. Puentą Twojej połajanki pod moim adresem mogłyby być maile autostopowiczek (dwóch osobnych), inteligentnych dorosłych dziewczyn, które spontanicznie w imieniu swoim i rodzin dziękowały mi, ze zabrałem je stamtąd skąd je zabrałem podczas poprzednich wyjazdów. Pisały wprost, że uratowałem im życie i pamiętając okoliczności mogła to nie być pusta kurtuazja... Czytały wiele, widziały te "tysiące zdjęć", ale owczy pęd do udowadniania sobie i nie wiadomo komu, że można być wolnym i silniejszym ponad siły natury - doprowadził je do stanu, z którego mógł je uratować ew. przypadek lub 112 . Nie wkleję ich tu, by nie pastwić się nad tematem i nie naruszać tajemnicy korespondencji, ale gdy spotkamy się na Islandii (zapraszam na autostop w środku zimy - podrzucę Cię) możemy usiąść w ciepłym basenie i uśmiechnąć się nad kilkoma Ich Wiem co to jest autostop, nie ma tu miejsca na to by opisywać co i gdzie w życiu robiłem, ale wiem też co to samotne wędrówki i cisza Interioru bez kluczyka do samochodu (i to nie z oszczędności) ; natomiast ja tych ludzi widziałem i w odróżnieniu od tego co mi zarzucasz nie oceniam ich samych - tylko ich zachowanie. To jest znacząca różnica. Nadto nie jest to wątek o autostopie, tylko - jak napisałem - garść spostrzeżeń o realiach przemierzania zimowej Islandii. Miały też jedynie pomóc - w żadnym zaś wypadku nie mącić w głowach zachętami do ekstremalnych zachowań. Byłem na Islandii turystycznie jakieś 20 razy, uwielbiam tą krainę - ale też bardzo dobrze wiem za co: wśród powodów - oprócz piękna natury są i pewne niepisane reguły, zależności, układ między przyrodą i człowiekiem, bywałem tam w rozmaity sposób, 80 dni to tylko sam zeszły rok. Nie uprawnia mnie to do "wiedzenia" wszystkiego - po 10ym pobycie,każdy kolejny przekonuje mnie, ze wiem bardzo, bardzo, bardzo mało. Ale wystarczająco dużo, by zabierać głos naświetlając swój punkt widzenia dla osób, które jadą po raz pierwszy/drugi, może trzeci...Chyba troszkę się zagalopowałeś w tej niepotrzebnej salwie. Zapewne mamy wiele wspólnych pozytywnych myśli o Islandii, ludziach i podróżach, nawet może o autostopie, ale ten wątek i post był o czymś innym niż Twój wywód o ocenianiu ludzi (powtarzam raz jeszcze-nieuprawniony), oskarżycielski ton odnoszący się do mnie i przekreślający ogólnie, wyimaginowane wycieczki pod moim adresem odnośnie jazdy do GDN dla oszczędności (podpaliłeś mnie tą bzdurą) i rozmiękczanie trudnych realiów jakie są na północy i wschodzie zimą. Jeśli mieszkasz na Islandii, najlepiej na północy właśnie, i dla przyjemności w zimie drepczesz sobie całymi dniami z nogi na nogę w deszczu trzęsąc się z wilgotnego chłodu z za dużym kapturem bez czapki (to mniej więcej mam przed oczami z tamtej sceny) - to rzeczywiście musiałbym przyznać, że może oni też tak chcieli, a miny były tylko na pokaz... W przeciwnym wypadku zrób krok w tył, bo ja brałem udział w tej konkretnej scenie, a Ty oceniłeś niewidziany(!) spektakl na podstawie ogólnej wiedzy o teatrze. Ano właśnie, pod spodem przykładowa mapka (z z ilością aut, które przejechały dziś przez całą dobę (na Islandii niedługo północ) z Egilstadir w kierunku południowego wybrzeża. Dobrze widać dobowe natężenie ruchu na wszystkich odcinkach w tą stronę, bo Oxi akurat nieprzejezdna i wszystkie auta skazane są na jedyną alternatywę. Czy znając takie twarde dane autostopowicz, którego mam uznać za człowieka pięknie przeżywającego swoją drogę, stoi kilka godzin na wylocie w kierunku, który w każdej chwili może być zamknięty i ani drgnie do żadnej z położonych nieopodal dwóch stacji benzynowych gdzie zatrzymują się (nie mają wielkiego wyboru w tamtych stronach) tankujące samochody? Moze to, iż nie podchodzi, można tłumaczyć faktem mocnego zmarznięcia i skostnienia Nie, nie przekonam się, że w taki dzień, wiedząc, że tędy przez całą dobę przejedzie niewiele ponad 100 aut, znając północną Islandię i owe 1000 zdjęć, turysta z pomysłem na siebie spełnia marzenia marznąc dla przyjemności zablokowany cały dzień w jednym najmniej urokliwym miejscu i udaje tylko, że mu zależy aby się zabrać "w drogę", bo tak naprawdę to radość telepie nim (a nie temperatura i wiatr) gdy tak sobie przestał dzień jakoby kontemplując bycie w drodze. Szczególnie gdy mógł mieć - jak sugerujesz - 5 dni urlopu i znalazł się na wschodnim krańcu wyspy (by tam patrzeć w asfalt?). Bo albo to wygłup w tym konkretnym miejscu i czasie, albo jednak czegoś nie wiedział... I tylko o to miewam żal... za to duży, bo przez przyjazne usposobienie nie raz odbyło się to moim kosztem (i nie mam tu na myśli pieniędzy ani paliwa, lecz czas i nerwy na naprawianie czyjejś beztroski, szukanie mu pomocy i rozwiązań na "zburzony plan" - gdy właśnie w takich konkretnie okolicznościach najczęściej beztroską się to okazuje).Islandczycy zmieniają swój kraj na coraz bardziej sformalizowany miedzy innymi dlatego, że coraz częściej nie można ufać przyjezdnym, że sobie poradzą i zaraz nie trzeba będzie ich ratować, niekiedy ryzykując własnym zdrowiem... Zakazy, słupki, prośby o nie-biwakowanie gdzie popadnie, przeganianie z miejsc, które chcą sobie uratować a "nie zdążyli ogrodzić przed zalewem tanich linii" etc. - tym skutkuje traktowanie przez część turystów wyspy jak lunaparku dla dorosłych przez pryzmat kontynentalnego wyobrażenia o normach społecznych i pozornej władzy nad naturą. Np. długie lata wystarczyło logiczne rozróżnienie dróg między "nieprzejezdne" i "zamknięte-wyłączone z ruchu" - dla turystów okazało się za trudne, wchodzimy więc w fazę zamykania wszystkiego zakazami wjazdu, masą tablic, dodatkowych plansz etc. My turyści sami to prowokujemy zmiękczając islandzkie realia i naginając do tego co nam się "wydaje" na podstawie doświadczeń z zupełnie innych kontekstów. Dlatego ja publicznie nie dam cienia zachęty na zimowy autostop we wschodniej i północnej Islandii, bo z sensem mógłbym to sobie wyobrazić chyba tylko... w towarzystwie prawdziwego Islandczyka. Ale gdzie znaleźć takiego wyspiarza, oni mają szacunek dla czasu, natury, siebie wzajemnie i do życia Mają też luz i umieją się świetnie bawić! Ale nie o takim luzie mowa, żeby przymarzać do uciekających marzeń podsycanych nutką egoizmu, że niby stojąc tam rzecz dotyczy tylko mnie. No, po islandzku nie do końca... Zresztą ja też nie chciałbym mieć przed domem - zamiast horyzontu gór - zmarzniętych cały dzień turystów; co tu zrobić - zaprosiłbym na kawę, wsiąść w auto i podwieźć, a może jednak przegonić, albo postawić zakaz, albo wziąć opłatę, bezdomni? Beduini? hm... Jeszcze 10-15 lat temu na Islandii wchodziła w grę tylko jedna z dwóch pierwszych opcji, dziś coraz częściej te kolejne, bo i-l-e-ż można? Szczególnie, gdy logika dojrzałego człowieka podpowiada, że coś tu nie gra... Jakoś nie sposób zawsze podzielić czyjejś radości "w drodze" - w takich warunkach Ale zawsze można potrenować sobie światopogląd przed wyjazdem i zaprosić (jeszcze tu w PL) na ulicę przed swoim oknem, paru przybyszów z dalekiego kraju, żeby postali pół dnia. I rozważyć sobie spokojnie patrząc na nich - czy ten kto życzy im w nieprzewidywalnej aurze spokoju w domach, ew. lepszych przygotowań - zasługuje by rzucić mu w twarz, ze jest skreślony W sumie więc kto wie, czy nie powinienem podziękować Ci za prowokację bez niej bym paru istotnych spostrzeżeń nie dodał. Ale na pewno nie mam wątpliwości, że moglibyśmy się spotkać kiedyś na Islandii i uwspólnić wiele zachwytów nad nią, skupiając nad tym co nas tam przyciąga, a nie przekornie wadzi... Liczę, że możesz ustąpić o krok z nagłego zacietrzewienia i błędnych, nieuprawnionych osądów pod moim adresem, a ja w zamian deklaruję nieustający od lat optymizm, przyjaźń dla autostopowiczów (znających realia miejsca i siebie) oraz, że gdy Ciebie zobaczę w prawdziwej potrzebie, nie zachowam się jak te kilkadziesiąt aut, które nieszczęśników minęły przez cały dzień. Załączniki: [ KiB | Obejrzany 8016 razy ] Góra to_masz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #7 Wysłany: 24 Lut 2017 13:13 Rejestracja: 07 Lut 2012Posty: 113 @Artycjusz cieszę się, że jesteś jaki jesteś i że zadałeś sobie trud by dokładnie przedstawić sytuację. Jeśli Cię uraziłem przepraszam, mój komentarz z GDN był kompletnie zbędny i nic nie swoją obronę powiem, że byłem na Islandii parę razy. Zawsze poza sezonem (w ciepłym wrześniu i zimnym grudniu, chcą zobaczyć zorzę). Byłem w czasach kiedy sam bilet kosztował tyle, coobecny budżet letni większości tu opisujących wyjazdy. Nie chwalę się absolutnie, tylko w tamtych realiach samochodów przejeżdżających jedynką było parę lub naście. Niejednokrotnie spędziliśmy cały dzień nie spotykając nikogo, nawet przy takich hitach jak Jökulsárlón. Przy Myvatn była jedna budka. Wstęp był teraz, że nie oceniałeś tych autostopowiczów, tylko sugerowałeś by, inni dobrze się zastanowili zanim wyjdą na szlak. Nic do Ciebie nie mam, bardzo rzadko komentuję zachowania innych, dałem się niepotrzebnie sprowokować. Cytuję " Jeśli robili to z oszczędności to mają szczęście, że nie doczekali nas bo oprócz pomocy nieźle bym ich zrugał ". Moim zdaniem, mimo wszystko, nie miałbyś do tego prawa. Wierzę tak jak Ty, że spotkamy się na nieturystycznej Islandii, na której nie ma NIC, gdzieś na szlaku lub mocząc spokojnie worries. Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #8 Wysłany: 26 Lut 2017 01:40 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski A zatem w oczekiwaniu na okazję spotkania możemy w dobrej atmosferze wrócić do opisywania realiów zimowej Islandii (kto trafił do tego wątku od teraz - zapraszam raczej na samą górę - tam sporo danych/spostrzeżeń o zimowej Islandii z lutego 2017 )Chciałbym dorzucić jeszcze jedno praktyczne wspomnienie. Coś z czego ochoczo korzystałem. Jest to jeden z nielicznych pozytywnych (dla zimowych podrózników) przykładów wdzierającej się na Islandię globalizacji - karta lojalnościowa stacji benzynowych. Nie chcę tu pisać o szarych kartach rabatowych Orkana (wkładane często za wycieraczkę na promie z Danii lub dostępne gdzieniegdzie po drodze, czasem w wypożyczalniach - dają parę koron zniżki). Chcę napisać o czymś bardziej praktycznym:Zielonożółta karta OLIS / OB1) Darmowa kawa (możesz poprosić równie dobrze o dwie, niezależnie od tego czy tym razem tankujesz czy jedynie zatrzymałeś się odpocząć - zamawiasz kawy i płacisz tą kartą jak płatniczą, a po przeciągnięciu przez terminal rabat wynosi ... 100%)2) bezpłatny internet na stacjach3) 10% zniżki na zakupy jedzenia w stacyjnym barze4) 3 korony zniżki na litrze paliwa 5) nie deklarowane oficjalnie, ale prawdziwe i działające: do 10% % zniżki na inne artykuły sprzedawane na stacji (ze zniżką kupowałem akcesoria do auta, łopatę do odśnieżania etc., olej silnikowy na dolewkę, kartusze gazowe - tylko w przypadku łopaty musiałem o zniżkę dopytać i sprzedawczyni wprowadziła ręcznie, mówiąc, że może karta nie zadziałała, ale mi się należy skoro ją mam)Kartę można spróbować dostać od miłej obsługi stacji lub w wypożyczalni. Choć nie na każdej stacji i nie w każdej wypożyczalni okazuje się to dostałem w Hofn gdy powiedziałem, że przyjechałem swoim autem z Polski. Kolega chciał otrzymać w Reykiaviku i powiedziano mu, że to nie dla turystów (!? / nie jest to prawda), a w Akuyreri usłyszał, że... kard nie już gdzieś wspomniałem Islandia to nie jest kraj zniżek i rabatów raczej można czasem usłyszeć zatroskane "taniej? a coś z tym nie tak, że powinno być taniej?"... Nieźle więc się OLIS wychylił (OB to ich bezobsługowe stacje) z taką Polsce nie przepadam za tego rodzaju plastikami - traktuję jako przerost formy nad treścią. Za to podczas okrążania Islandii (i to zimą!), stałe poczęstunki kawą robią swoje, a w dodatku są dobrą motywacją, by - szczególnie gdy jest już ciemno - robić jednak przerwy w niełatwej podróży. Załączniki: [ KiB | Obejrzany 7915 razy ] Góra Icelander Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #9 Wysłany: 04 Mar 2017 02:34 Rejestracja: 04 Mar 2017Posty: 2 Wróciłem tydzień temu po prawie miesięcznym zimowym pobycie na Islandii własnym autem więc jak mogę być pomocny to służę Gdybym został dwa dni dłużej (wracałem samolotem), pewnie nie wróciłbym przez kolejnych kilka dni, w RVKu spadło 50 cm śniegu w ciągu nocy. Ale przez cały luty pogoda była REWELACYJNA (jak na Islandię zimą). Zorzę widziałem 4 razy w tym czasie. Załączniki: [ KiB | Obejrzany 7825 razy ] Góra BooBooZB Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #10 Wysłany: 04 Mar 2017 10:19 Rejestracja: 17 Gru 2014Posty: 698 niebieski Byłem właśnie na przedłużony weekend dokładnie w tym czasie, gdy w nocy z soboty na niedzielę spadło pół metra śniegu Jest co opowiadać, postaram się w niedalekiej przyszłości skrobnąć krótką relację. Góra bart89 Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #11 Wysłany: 10 Mar 2017 14:15 Rejestracja: 30 Mar 2014Posty: 156Loty: 17Kilometry: 29 684 @Artycjusz !Jak zawsze konkretnie i na temat! Niezmiennie bardzo dobrze się czyta Twoje cenne wpisy i wskazówki, tym bardziej zachęcasz na odwiedzenie Islandii w zimie...Pamiętam, jak w zeszłym roku pisałeś o "odwyku" od Islandii, ale jak widać to jest silniejsze:)Pozdrawiamy Cię serdecznie,B&MPS. 1 @BooBooZB obyśmy za długo nie musieli czekać !PS. 2 @Icelander więcej zdjęć!My chcemy więcej! Góra Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #12 Wysłany: 26 Mar 2017 19:31 Rejestracja: 09 Lis 2015Posty: 27 No tu już mam plan na styczeń /luty 2018 Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #13 Wysłany: 08 Wrz 2017 19:26 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski No niestety... bez auta ani wycieczek polowanie na zorze w czasie pobytu w miastach/miasteczkach zmniejsza Twoje szanse... Nie do zera, ale zmniejsza sporo...Jesli zorza jest glownym celem - to, korzystajac z reszty porad w pozostalych watkach islandzkiej czesci forum (brak lub zasloniecie ksiezyca/nów, prognozy pogody oraz zorzowe, kierunek obserwacji, ucieczka od swiatla) moze dołącz po prostu do kogoś... W przeciwnym wypadku bardziej celowe dla samej zorzy mogloby byc szukanie ofert za kolo podbiegunowe (Norwegia) albo zwlekanie z decyzją o wylocie do ostatniej chwili i zakup biletu (tak, drozszego) gdy juz prognoza "na najblizsze dni" pokaze ze zorza jest nieunikniona w sile i zasiegu w jakim zobaczysz ja i w miastach. Przyklad takiej sytuacji masz teraz, gdy to piszę - gdy, jesli mialbym przyjacielowi pokazac zorze - to nie baczac na wyzszą cenę polecialbym wlasnie na najblizsze dwa dni, ale w konkretne miejsca gdzie nie ma chmur, bo wiadomo ze ONA akurat jest (dzis prognoza zorzowa na pokazuje w skali od 1-9... 9!!! i do tego calkowicie bezchmurne niebo na poludniu). Bo są i piekne zorze w Reykiaviku, a co dopiero w Akuyreri, ale - w odroznieniu od mieszkajacych tam i obytych - znam wielu turystow, ktorzy latali i po pare razy chybiajac, albo nie potrafiac/nie mogac dobrze "zapolowac" mimo, ze widoczna byla doslownie obok. Natomiast majac auto lub ostatecznie upraszczajac rzecz do miejscowej wycieczki zorzowej (z naciskiem na'ostatecznie') zorze roznej efektownosci mozna w zimie dojrzec na Islandii niemal codziennie. Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #14 Wysłany: 12 Wrz 2017 11:23 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski GCircle jest relatywnie tanie, tak. Ale z drugiej strony trojkat juz tak zadeptany przez komercyjne wycieczki zasuwajace z zegarkiem w reku, ze sugerowalbym Ci gotowosc także do pewnej alternatywy: skoroś jak widać młody i komunikatywny znajdź na forum albo... w samolocie(!) kogoś kto tez jedzie turystycznie, ale bierze auto i dolacz do niego smiało na 1 dzien chociaz na samo GC. Przypadkowych znajomych nie zaprasza się raczej w samolocie na dłuższy objazd, ale wspólny jeden dzień na GC... , czemu nie, żadne towarzyskie ryzyko. Nawet jak wrzucisz mu zamiast zrzuty na paliwo te same pieniądze co za wycieczke organizowaną, to driverowi ulżysz w drogiej wyprawie, a Ty będziesz miał w malej paczce bardziej swobodny czas i plan, nie pod dyktando autokarowego organizatora, no i wśród swoich do pogadania- zamiast skośnookich biegaczy"pedz i pstrykaj' lub innych przyjaciół zza oceanu, którzy często tam zupełnie nie umieją się zachować, dopasować, a co dopiero po ludzku zachwycić:) W ostateczności zabierz z PL kumpla lub dziewczynę z prawkiem, jak się waha postaw jej/mu bilet na przelot (w zimie to zabawne koszty), a na miejscu mając biorąc auto będziecie mieć tanio i przyjemnie:)))) do tego po swojemu/prywatnie we własnym tempie, czasie i wyborach co do kierunku/kolejności/pogody; już nie wspominając nawet zdecydowanie większej szansy na zorze; No i dwa zestawy ciuchów, dwie głowy i dwie wyobraźnie w islandzkiej zimie - to bardzo wskazane, szczególnie za pierwszym razem tam to działa najlepiej, powodzenia! Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #15 Wysłany: 05 Lis 2017 21:30 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski po przerwie wracam do własnego tematu by nie zakładać nowego wątku, bo kolejna zima idzie, co rusz widzę/słyszę anonse chcących na moment wyskoczyć na wyspę w bieli - nierzadko bez refleksji jak tam jest, za to z przekonaniem, że kupią bilet, wynajmą autko, przejadą się po przypruszonym lunaparku i będzie "fajny urlop na 3 dni" To oczywiście "złośliwość" bez najmniejszego związku dyskusją z poprzednikami tutaj - jedynie chcę koniecznie przypomnieć realia zimowe (bo o tym jest ten wątek) i pokazać pogodę, jaka jest teraz na powitanie zimy - 5 listopada 2017 Z powodu silnego wiatru cześć dróg zamknięta, w tym ta najpopularniejsza na Godlen Circle (znowu) oraz wyłączony jest "zawsze otwarty" fragment 1-ki na północ od Reykiaviku (pomyślcie śmiałkowie co zrobilibyście w tym momencie wracając na lotnisko). Wiatr odczytany tu ze stacji pogodowej to 65 czyli prędko licząc... 234 km/h i utrzymuje się, choć wahał się od ponad 50 (180 / h) przez parę godzin Północny wschód wyspy w większości oblodzony i temperatura nagle zanurkowała kilka stopni poniżej zera. Tu od razu podpowiedź - nie trzeba specjalnie spieszyć się na lotnisko, ani ryzykować życia szukając objazdu (samo się wszak ryzykuje w tej sytuacji) - od g. 14,40 żaden samolot nie wylądował i niemal żaden nie odleciał. Icelandair odwołał wszystko (żyją tu to wiedzą co robią), jedynie Wizz kozaczy lecąc z Katowic, Wrocławia i Rygi kalkulując że przylecą poźniejszym wieczorem i jakoś to będzie (poprawka: Wrocław i Ryga już przekierowane do lub przez SVG...) . No właśnie - istnieje taka metoda "jakoś to będzie" i można i tak, tylko wolałem uchwycić moment kiedy "jakoś to jest" i pokazać go na forum, żeby ludzie, którzy mieli fuksa w zimie (jak ja sam czy paru jeszcze kolegów) nie stworzyli nazbyt banalnego obrazu wyprawy (wyprawa to w tym wypadku lepsze słowo niż wycieczka). Szczególnie gdyby Ci, co się dopiero szykują, naczytali się dyskusyjnych merytorycznie treści na głównej stronie portalu (mam na myśli kopiowane przez redakcję pod różnymi nazwiskami i powtarzające się w kółko "dziwne" opisy Islandii) - niechby poczuli pełniej co naprawdę trzeba wkalkulować w zimowy wyjazd i że to nie jest wycieczka z kolorowego poniżej zrzut ekranowy, który zamraża oczy, ręce i uszy, wyrywa serce i włosy, ale może za to rozgrzeje wyobraźnię (źródło - państwowa witryna drogowców: sobie jasno powiedzieć, ze nie jest to sytuacja normalna, nie należy sądzić, że każdy dzień w zimie tak wygląda!Ale równie jasno trzeba powiedzieć, że nie wzięcie pod uwagę tej wcale nie tak rzadkiej aury (między listopadem a marcem) - huraganowego wiatru lub/i śniegu - byłoby dowodem ZWYCZAJNEJ NIEODPOWIEDZIALNOŚCI. To nie jest nie do przewidzenia. To musi być po prostu wkalkulowane o tej porze roku!Tak jak w PL spadają liście z drzew tak tam może spaść na kraj huragan, sztorm lub pół nieba śniegu (choć to raczej później). Jeśli umiesz się na to przygotować, kontrolujesz pogodę stale i masz doświadczenie, by sobie poradzić oraz SIĘ DOPASOWAĆ do tego co się wydarzy - problemu nie jeśli masz inny plan, jeśli w ogóle masz plan , którego zamierzasz się trzymać jak przysłowiowy rzep przysłowiowego ogona - wejdź do pralki i naciśnij play, może Ci przejdzie, a z pralki zawsze ktoś Cię łatwiej, taniej i szybciej uratuje Góra Apocalipse Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #16 Wysłany: 09 Lis 2017 17:23 Rejestracja: 25 Sty 2015Posty: 856Loty: 283Kilometry: 448 237 niebieski Z huraganem na Islandii naprawdę nie ma żartów. Utknąłem w wypożyczalni 5 minut od lotniska i po przebiegnięciu tak krótkiego odcinka byłem bardziej zmęczony niż po półmaratonie. Wiatr rzędu 80 węzłów robi do pliku: wizz [ KiB | Obejrzany 6004 razy ] Jak widać na załączonym obrazku W6 czasem stosuje taktykę z postojem w SVG. Było to jednak dziwne uczucie, gdy wszystkie loty zostały uwalone, a nasz W6 1898 w statusie raz pierwszy spotkałem się również z sytuacją, że wprawdzie samolot wylądował, to jednak przez dobre 40 minut nie można było otworzyć drzwi ze względu na huragan. Załączniki: Komentarz do pliku: a320 20171105_214832(1).jpg [ KiB | Obejrzany 6004 razy ] _________________Don't be evil Góra ibartek Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #17 Wysłany: 09 Lis 2017 20:09 Rejestracja: 01 Kwi 2012Posty: 3298 srebrny Jakie lokalne prognozy na przyszly tydzien? Góra adamjd Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #18 Wysłany: 10 Lis 2017 01:04 Rejestracja: 08 Sty 2013Posty: 24 Góra Artycjusz Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #19 Wysłany: 02 Sty 2018 15:59 Rejestracja: 30 Maj 2012Posty: 201 niebieski Dzięki, ze dałeś znać! Świetnie, że tak Wam się udało! Optymalny plan w niemal optymalnych warunkach (jak na zimę). Pogratulować!Białe noce (no, może takie niemalże białe) polecam serdecznie, to mój doroczny "czas obowiązkowy" Ale dla potomności - żeby się wszystkim nie wydawało, że Twoje szczęście co do realizacji planu i udanego "zagospodarowania" całej podróży to coś standardowego - zdecydowanie podkreślę: NIE, standardowe o tej porze roku są niespodzianki i problemy. Prosty przykład - minęło raptem parę dni i oto ta sama (wydawałoby się prosta) wycieczka byłaby niebezpieczna/niemożliwa i najprawdopodobniej zakończona wylotem powrotem na lotnisko "kiedy indziej" Wystarczy spojrzeć na dzień dzisiejszy: Załączniki: Komentarz do pliku: popołudnie i wieczór na drodze do Vik - zrzut z "pada śnieżżżżżżżżżżek" zamkniety do [ KiB | Obejrzany 5000 razy ] Góra Pizarro07 Temat postu: Re: Powrót na Islandię w zimie - koszty, wady i zalety #20 Wysłany: 30 Sty 2018 16:02 Rejestracja: 17 Gru 2013Posty: 78Loty: 96Kilometry: 219 964 wyjazd ... polowanie na zorzę (okolice Vik).Oby coś się udało chociaż obserwując pogodę mam złe przeczucia. _________________NEVER STOP EXPLORING Góra
zycie na islandii forum